środa, 21 stycznia 2015

20. Odpowiedź.

Hej, hej, hej ^^
Jest piątek, 22 styczeń, ferie zaczynają się jutro, więc się wyrobiłam xD Mam nadzieję, że nie będziecie źli, szczególnie iż ten rozdział może Wam się bardzo spodobać, no i poprawiłam się jeżeli chodzi o czas pomiędzy notkami, to pewne. Postaram się aby ten stan się utrzymał na długo. A teraz uwaga, mam dla Was kilka ogłoszeń parafialnych.
Po pierwsze... Hertazenko! Nawet nie wiesz, jak bardzo poprawiłaś mój humor w Sylwestra, dodając aż osiemnaście komentarzy na bloga. To było bardzo miłe :3 Podziwiam Cię za o, że Ci się chciało, każdy oczywiście przeczytałam. Wybacz mi, że nie odpisałam, jednak było tego tak wiele, iż postanowiłam zebrać wszystkie odpowiedzi w jeden komentarz i wstawić go w odpowiedzi pod 19 rozdziałem. Pojawi się, jak tylko dostanę wifi, bo jest długi i nie chce mi się go przepisywać z telefonu na komputer, wybacz xD Powinien się pojawić niebawem.
Po drugie- nie wiem, kto to zrobił, jednak bardzo dziękuję anonimowemu czytelnikowi za to istnie cudowne pytanie na asku (Chociaż tak na prawdę była to zwykła opinia, ale cii...) o tym, że podoba Ci się mój blog. Jeżeli to czytasz, daj chociaż znać pod postem, abym wiedziała kim jesteś =3
Po trzecie, zaczęłam publikować swoje opowiadania na pewnym blogu, jednak nie moim, tylko prowadzonym przez kogoś. Są tam nie tylko moje opowiadania, ale też wiele innych, naprawdę ciekawych, a tematyką jest seria o Percym Jacksonie, którego jestem wielką fanką, może ktoś zna? ^^
Link do bloga: rickriordan.pl
Linki do moich opowiadań:
"Pójdziemy razem"
"Światło"
"Autorytet" (nie yaoi)
Jeżeli chcecie, będę przy okazji następnych postów wstawiać także linki do tych opowiadań, ponieważ nie zamierzam zaprzestać ich tam wysyłać :)
No i po czwarte- dobiliśmy w końcu do 20tego rozdziału! Strasznie się cieszę, ponieważ jest to jedno z moich największych osiągnięć, a to wszystko dzięki temu, że mnie mobilizujecie. :3
PS. Pod poprzednim postem przełamaliście granicę, znalazły się tam nie cztery, lecz pięć komentarzy. Dziękuję :3
Miłego czytania!




   Czekanie było jedną z najgorszych kar, jaką można narzucić komuś, kto całe swoje życie miał podstawiane wszystko pod nos. Tak jak te dwa tygodnie minęły mu stosunkowo szybko, ponieważ doskonale wiedział, kiedy znów się zobaczą, tak teraz, kiedy nie miał o tym pojęcia, ostatnie kilka godzin, które spędził w „swoim” pokoju, napawały go nerwowymi mdłościami.
Ile jeszcze ma tu czekać?
Opadł na łóżko i odetchnął głęboko, zastanawiając się nad czymś, co chociaż na chwilę odwiodłoby jego myśli od tego, na co tak usilnie czekał. Musiał coś zrobić… Tylko co?
Wyszedł z pokoju i zaczął błądzić po willi, bez trudu omijając rejony bliskie do gabinetu Nagato. Szczerze, nie miał zbyt wielkiej ochoty na spotkanie z rudym… Odkąd gościu przyłożył mu lufę do czoła, mimo iż pistolet był nienaładowany i nie miał zamiaru pozbawić go życia, po prostu go znienawidził. Możliwe, że na wszystko miał wpływ ten dziwny rodzaj strachu przed tajemnicami, którymi ostatnio zostało oblepione całe jego życie. Nikt raczej nie lubił, kiedy ustalano za jego plecami kolejne dni jego egzystencji.
   Pierwsze uchylone drzwi okazały się sporym błędem. Złapał za klamkę i pchnął je w chwili, kiedy po pomieszczeniu skrytymi za drewnem rozniósł się głuchy jęk, który w jego mniemaniu nie usiłował być nawet przytłumiony. Mrugając z zaskoczenia, wlepił niezrozumiałe spojrzenie w Hidana, trzymającego na kolanach roznegliżowanego blondyna z rozpuszczonymi na plecach włosami. Mimo iż chłopak siedział tyłem do niego, bez żadnego trudu rozpoznał w nim jednego z najmniej lubianych przez siebie i z czystą wzajemnością, członka Akatsuki- Deidarę.
Pluł sobie w twarz, że przeszkodził im w takim momencie, dopóki nie przypomniał sobie kilku faktów które rzucały mu się na myśl, kiedy patrzył na białowłosego. Kiedy skojarzył jego podchody, całą tę szopkę z usiłowaniem bycia blisko i dziwnymi gestami, poczucie winy zniknęło. Miał ochotę obrzucić go mocno zgniłym mięsem, jednak jego godność kazała mu ograniczyć się do szyderczego uśmieszku, który miał za zadanie wywołać u faceta skruchę i pomieszanie. Nawet nie wiedział, jak naiwny okazał się, myśląc w ten sposób.
 - Cześć, Sasu. Chcesz się przyłączyć?
Jedno, jedyne pytanie, które wypadło z ust Hidana, wmurowało go w podłogę, przebiło się przez piwnicę i zapewne nieodwołalnie ugrzęzło w warstwie skalnej trzynaście metrów pod powierzchnią ziemi.
Liczył na zmieszanie z jego strony, ewentualnie obrzucenie wiązanką bluzgów, butów i innych rzeczy, które mogłyby napatoczyć się pod rękę im obojgu, jednak taki obrót spraw całkowicie zbił go z tropu. Sam fakt, że białowłosy ma kogoś i tak perfidnie szmaci go przed wszystkimi, w tym nim samym, był wystarczająco wstrząsający, jednak propozycja, którą usłyszał…
 - Chyba Cię coś boli. – Rzucił pogardliwie, wychodząc z pokoju i kierując się w bliżej nieokreśloną stronę.
   Czy im wszystkim tutaj brak jakiejkolwiek, chociażby szczątkowej moralności? Rozumiał, że jest to bardzo dziwne zgrupowanie i straszenie bronią, w ogóle noszenie je przy sobie i ukrywanie się przed całą państwową policją, która stoi Ci na ogonie jest na porządku dziennym, jednak najnowsze fakty, które dopiero poznawał, mówiące o tym, co dzieje się pod tym dachem, były nowością. Dość rażącą.
Skoro ta garstka ludzi, których stąd poznał, nie ma w sobie krztyny moralności, nie był pewny, czy chce poznać resztę.
   Zdenerwowany postanowił wrócić do pokoju i wziąć kąpiel, która z całą pewnością po tym wszystkim mu się należała. Itachi miał przy pokoju sporą, dobrze oświetloną łazienkę z ogromną wanną i jeszcze większym lustrem. Co prawda mógł skorzystać z prysznica, jednak alternatywa poleżenia chociaż kilka minut w przyjemnej wodzie pachnącej cyprysem była zbyt kusząca. Spragnione odpoczynku ciało dwudziestolatka od razu poddało się rozkosznemu ciepłu.
   - Nie za wygodnie Ci?
Niedługo po tym, jak wszedł do wanny, po pomieszczeniu rozniósł się głęboki, ostatnimi czasy tak bardzo wyczekiwany przez niego głos. Starszy nie oszczędził mu odrobiny rozbawienia, którego nie usiłował nawet zamaskować. Doskonała akustyka prawie pustego, okafelkowanego aż pod sam sufit pomieszczenia nasiliła echo, a każdy kąt zdawał się rozbrzmiewać czystym dźwiękiem.
Sasuke zamknął oczy, uśmiechając się lekko pod nosem.
 - Nie… Jest w sam raz. – Odpowiedział po chwili udawanego zastanowienia. Obrócił głowę w lewo, aby w odbiciu lustra zobaczyć, gdzie stoi jego brat.
Wanna była wystarczająco wysoka i było w niej wystarczająco wiele piany, żeby mógł podejść znacznie bliżej, on jednak stał przy drzwiach, zapewne nie chcąc być znów posądzonym o zboczenie. Taka sytuacja była jednak dla młodszego odpowiednia- Itachi zachowywał odpowiedni dystans, nawet jeżeli ich wcześniejsze zachowanie mogłoby w zwyczajnych warunkach ujść za pozwolenie mu na więcej, niż patrzenie się na tył jego głowy i odbicie twarzy w tafli lustra. Starszy dawał mu kontrolę, możliwość wyboru, co mu jak najbardziej odpowiadało.
   Kiedy znów zamknął oczy, usłyszał cichy śmiech i trzask zamykanych drzwi.

***

   To nie tak, że był zboczeńcem.
Bez bicia przyznał się, że życie w Akatsuki dawało wiele do myślenia. Można by godzinami zastanawiać się, gdzie w tej zapyziałej mafii kończy się człowieczeństwo, a gdzie zaczyna absurd, jednak byłoby to co najmniej głupie zachowanie. Jeżeli dałoby się to stwierdzić, zajęłoby to na tyle dużo czasu, aby uznać to za bezsens.
   Nie chodziło o to, że był święty i wyróżniał się na tle tych pajaców, po prostu nie wiedział, że on tam jest, że leży w tej cholernej wannie. Mimo to, nie sądził, że gdyby o tym wiedział, nie zrobiłby tego samego ponownie.
Starał się zachować odpowiednią odległość, co okazało się nie być takim prostym zadaniem, jakim się wydawało- sam często dystansował innych do siebie, mimo iż w zwyczaju to on gwałcił ich prywatność bez najmniejszego mrugnięcia okiem. Był do tego tak przyzwyczajony, że powoli zapominał o granicach i dużo wysiłku kosztowało go przypomnienie ich sobie, a jeszcze więcej- trzymanie się ich.
Kiedy wyszedł z pomieszczenia spokojnie, nie zostawszy uprzednio wygoniony i potraktowany biczem przekleństw, w jego sercu pojawiło się uczucie dziwnej ulgi. Udało się.
   Legł na łóżku i zamknął oczy, nie potrafiąc znaleźć sobie żadnego zajęcia. Nie powinien teraz nigdzie wychodzić, chociaż kto by na to patrzył? Bez względu na to, chciał zostać. Czeka ich rozmowa, nie tylko na temat niedawnego pocałunku, lecz też o dużo poważniejszej sprawie. Westchnął.
Mógł po prostu tam wejść, zwalić wszystko na niewiedzę i nie przejmować się jego obecnością, czuł jednak, że przy następnej takiej okazji postąpiłby tak samo co wcześniej. Sam dziwił się, że chciał po prostu, aby Sasuke wracał tutaj, do niego, z chęcią i robił to dla przyjemności, a nie z przymusu czy rozkazu Nagato. Nie potrafiłby umyślnie spowodować zniszczenia tej delikatnej więzi, którą stworzył z takim trudem.
   Drzwi do łazienki otworzyły się nagle, przynosząc za sobą do pokoju chłodny podmuch wiatru, mimo to jednak Itachi nadal nie otwierał oczu.
Zastanawiał się, o czym teraz musi myśleć jego brat. Czy pamiętał to, co stało się dwa tygodnie temu? Tego był pewny. Przecież takiego czegoś nie zapomina się w kilka dni, a nawet pamięta się latami… Niecodziennie całuje Cię własny brat. Przez chwilę w pokoju panowała głucha cisza, którą przerwał dopiero dźwięk uginającego się pod ciałem materaca, co w końcu zmusiło go do uchylenia powiek.
   Sasuke leżał tuż obok, zwrócony twarzą do niego i podparty o łokieć. Jego czarne oczy świdrowały go nieprzerwanie, nie pozwalając skupić się na żadnej konkretnej myśli i nie dając wyczytać w twarzy jakichkolwiek emocji. Prześlizgnął się wzrokiem po jego ciele- długiej, smukłej szyi, nagich piersiach, umięśnionym brzuchu i po skrytych pod czarnym jeansem nogach. Minęła dłuższa chwila, dopóki jego młodszy brat nie podjął decyzji o przerwaniu ciszy, która mimo wszystko nie przeszkadzała długowłosemu.
 - Czemu milczysz?
Itachi  posłał mu lekki uśmiech, po czym uniósł rękę i odgarnął za jego ucho zbłąkany kosmyk czarnych włosów, leżący na bladym policzku.
 - A czemu miałbym coś mówić?
Nie widział sensu w wypowiadaniu jakichkolwiek słów. Lepszym według niego wyjściem były gesty, które mogły podkreślić znaczenie tamtej jak i tej chwili. Czy słowami da się przekazać wszystko tak samo dokładnie, jak wzrokiem czy dotykiem? Pamiętał jeszcze, jak przez mgłę, jednak pamiętał, czasy, kiedy potrafili dogadać się bez słów. Po tak długiej rozłące było to niemożliwe, jednak ludzie wraz z upływem chwil uczą się siebie. Przecież wszystko da się naprawić.
 - Aby mi wytłumaczyć.
- Co takiego mam Ci wytłumaczyć? – Zapytał starszy, kładąc dłoń na jego szyi. Jego ruchy były spokojne, a gesty nie wykraczały poza wytyczoną przez nich granicę, czuł jednak jak szybko jego mięśnie się napięły. Ze strachu? Nieprzyjemności? A może z emocji? Jeżeli tak, to jakich? Negatywnych czy pozytywnych? Sasuke był jedną z nielicznych osób, z których nie potrafił wyczytać dosłownie nic, dopóki skrywał się pod jedną ze swoich masek.
 - Tamtą sytuację. – Odpowiedź padła szybciej, niżby Itachi mógł pomyśleć, bez żadnego zastanowienia. To zdradziło przynajmniej jedno jego uczucie: zniecierpliwienie. A za tym mogło iść równie dobrze zdenerwowanie, rozemocjonowanie, ciekawość… Analiza. Czy nie to było jego domeną? Szczegóły. Trzymał się szczegółów, dopóki nie rozwiąże całej krzyżówki.
 - Jest coś do tłumaczenia? – Zapytał z lekkim uśmiechem, głaszcząc kciukiem gładką skórę. Obserwując go dokładnie, dostrzegł jak przygryza policzek od środka. Czuł przyjemność spowodowaną jego dotykiem czy frustrację brakiem odpowiedzi? A może oba? – Na lotnisku odpowiedziałem na Twoje pytanie. To było całe możliwe wytłumaczenie.
Sasuke ściągnął brwi, najwidoczniej nie usłyszawszy tego, co chciał usłyszeć. Denerwował się czy myślał jak sformułować swoje myśli?
 - Dlaczego to zrobiłeś?
 - Bo miałem taką ochotę. – Odpowiedział najspokojniejszym głosem, na jaki było go w tej chwili stać. Jego opanowanie stało za nim, cały czas mu kibicując. Jak dobrze urodzić się zwykłym, opanowanym człowiekiem.
 - Dlaczego mnie pocałowałeś? Jesteśmy braćmi. Możemy sobie mieć na to ochotę, ale…
 - Czyli Ty też masz? – Zapytał z uśmiechem, przerywając szykujący się monolog. Szczegóły. Mina młodszego zdradzała, jak bardzo nieprzemyślaną rzecz powiedział, jak bardzo był na siebie wściekły i jak bardzo prawdziwe było to stwierdzenie. Sasuke poderwał się na łóżku, siadając i patrząc na niego z góry.
 - To nie Twój interes. – Powiedział ostro, odpychając od siebie jego dłoń. – Tylko mój. Teraz ja zadaję pytania.
 - Dobrze, panie władzo. – Zaśmiał się Itachi, patrząc na niego niczym na małe dziecko, które teraz tak bardzo mu przypominał. – Więc jak brzmi kolejne z nich?
 - Nadal tak samo.
Sasuke nie wydawał się równie rozbawiony co jego brat, który ani na moment nie spoważniał. Jego oczy świeciły chęcią zabawy, podchodów, w które sprawnie go wciągnął, a on zdawał się nawet nie mieć o tym pojęcia. Czy to było moralne? Czy to ważne? Jak blisko był granicy? Ile dzieliło go od przerwania delikatnej, nowej więzi? Jak długo będzie budował następną? Podniósł się i dotknął jego policzka, mrużąc oczy.
 - Czego Ty jeszcze nie rozumiesz? – Zapytał, zniżając drapieżnie swój głos. Rozdrażnienie. Zdenerwowanie. Dezorientacja. Pożądanie. Twarz najmłodszego z Uchihów wyrażała teraz tak wiele uczuć, że nie miał nawet czego analizować. Wszystko zostało podane mu jak na tacy, cała jego gra została perfekcyjnie wplątana w czas, jakby był to zwykły, komputerowy program, hasło, które można złamać kilkoma kliknięciami. Było tak skomplikowane, przesadzone, że przestawało być tajemnicą po kilku chwilach.
     Nachylił się i ponownie złączył z nim swoje usta, łapiąc mocno jego nadgarstki, w razie gdyby chciał go odepchnąć. Nie było takiej możliwości. Nie dawał mu jej, chociaż był prawie w stu procentach pewny, że po głowie jego brata nie przemknęła nawet myśl o ucieczce. W końcu właśnie tego chciał. Wytłumaczenia.
Wsunął język w jego usta, sam dziwiąc się, jak łatwo mu to przyszło. Nie wyczuwał żadnych oporów, żadnej niechęci ani spięcia. Jego uległość była tak niemożliwa, że czuł przez nią wirowanie w głowie, niczym po lampce mocnego, europejskiego wina. Pchnął go na plecy, każąc mu się położyć.
Uległość czy pożądanie? W jego ustach wyczuwał obie te rzeczy, jednak obie zdawały się być równie niemożliwe, jak i prawdziwe. Rzeczywistość… Po raz pierwszy rzeczywistość była tak niepewna, a zarazem tak piękna.
Całował namiętnie, starając się wziąć z tego pocałunku jak najwięcej, jednak dać mu z siebie równie wiele. Żałował, że ta chwila nie mogła trwać wiecznie, jednak nie starał się też jej na siłę przedłużać.  Oderwał się od jego ust, puściwszy przy tym jego nadgarstki i spojrzał mu w twarz, która wyrażała teraz rozbawienie. Oddychali szybko, nierównomiernie, jakby ich oddechy próbowały się prześcignąć.
 - Jak z odpowiedzią na Twoje pytanie? – Zapytał w końcu, wsunąwszy swoją dłoń w jego. Zadrżała lekko, jednak po chwili poczuł przyjemny uścisk. Sasuke otworzył oczy i posłał mu jedno ze swoich bezczelnych i szczeniackich, jednak na swój sposób uroczych spojrzeń.
 - Zaliczona.




Pozdrawiam,
Rena Uchiha <3