poniedziałek, 8 września 2014

Niewłaściwie #2

Hej!
Tak jak obiecałam, jest początek września- jestem i ja :)
Szczerze muszę przyznać, że podoba mi się te opowiadanie. Nie jest najlepsze, może nie do końca dobrze wszystko streściłam... Ale mimo wszystko- podoba mi się.
Mam do Was jednak kilka uwag, po pierwsze: jeżeli masz słabe nerwy, odpuść sobie i nie czytaj. Opisy niektórych fragmentów nie są nadzwyczaj straszne, jednak nie chciałabym być za nic odpowiedzialna. Nie ma tu scen erotycznych (są wspomniane pobocznie; brak opisu), jednak jest fragment, który dla mnie samej, jako iż jestem osobą bardzo silnie odczuwającą ból innych ludzi, jest przerażający. Dla Ciebie może być to błahostka, ponieważ mam tendencję do przesadzania, ale wolałam Cię, drogi czytelniku, poinformować ^^
Drugą sprawą jest tajemnicze XXX, występujące w tekście. Długo szukałam nazwy leku, który mogłabym tam wprowadzić- przestudiowałam wiele Internetowych kart i kiedy w końcu znalazłam, zrezygnowałam z wstawienia nazwy. Dlaczego? Musicie mi wybaczyć, jednak po różnych Internetowych sytuacjach-samobójstwach, nie mam zamiaru pomagać nikomu zejść z tego świata. Wiem, że to głupie wytłumaczenie, jednak jak to się mówi- lepiej dmuchać na zimne ;)
Mam nadzieję, że druga część także Wam się spodoba. Włożyłam weń dużo pracy i serca. Mimo to, nie jestem nieomylna i przepraszam za błędy, które Wasze wprawne oko na pewno wyłapie.
Wtem czas pozdrawiam i zapraszam do lektury!
~Rena





Kakashi zaprowadził mnie do aresztu. Miałem tam zostać trzy dni.
Szczerze mówiąc, było mi już wszystko jedno. Mogli mnie nawet skazać, teraz już nic mnie nie obchodziło. Nie miałem już po co ani dla kogo żyć.
Kiedy tylko drzwi za mną się zamknęły, usiadłem na łóżku, zastanawiając się, co mam ze sobą zrobić. Czekać. Mogłem czekać i może nawet bym to zrobił, jeżeli nie wiedziałbym, że nie mam na co. Bo co mi zostało?
Moje łzy zamieniły się w obojętność. Cały świat mógłby się zawalić, arabscy terroryści mogli zaatakować Tokio, Putin mógłby zawładnąć światem... Nic mnie to nie obchodziło. Nie miałem już żadnego celu, żadnej więzi, która by mnie tu trzymała.
Po kilku godzinach ciszy, bezczynności i refleksji, złapałem prześcieradło i sprawnym ruchem oderwałem z niego cienki, podłóżny kawałek.
Nigdy nie robiłem pętli, jednak moje dłonie zareagowaly instynktownie. Nie drżałem. Nie bałem się. Co gorszego mogło mnie spotkać? Nie potrafilem sobie tego wyobrazić. Bycie w więzieniu doprowadzało mnie do szału, jednak wiedziałem, że nawet jezeli stad wyjdę, nie dam rady się tam odnaleźć. Z tej sytuacji nie było wyjścia. Przynajmniej dla mnie.
Usiadłem na kaloryferze, przywiązałem szmatę do kraty w oknie i nasunąłem na gardło. Podjąłem już decyzję. Czy aby dobrą? Zaśmiałem się. Okaze się później... Albo nie okaże w ogóle.
Gdy teraz o tym myślę, zdaję sobie sprawę, jak bardzo komicznie musiało to wyglądać. Dwudziestotrzy letni facet siedzący na kaloryferze pod oknem z białą pentlą na szyji... Kompromitacja.
Skoczyłem.

***

Witaj, Itachi.
Przepraszam, że tak to się skończyło.
Wiesz... Tej nocy było na prawdę cudownie. Nie rozumiem, jak mogłeś pomyślec, że żałuję. Czy ja wyglądam ( skreśl) / wyglądałem  na kogoś, kto czegokolwiek żałuje?
Kocham  / Kochałem Cię.
Kurwa, wiesz jak ciężko pisać o sobie w czasie przeszłym, kiedy jeszcze żyjesz? Cholerne uczucie. Pozwól, że będę jeszcze pisał normalnie.
Nie wiem, czy jest Ci teraz przykro, jednak mój wrodzony egoizm każe mi myśleć, że tak. Wiem, że mnie kochasz. Powtarzałeś mi to tyle razy... Tej jednej nocy usłyszałem to więcej razy, niż przez całe swoje życie. Mimo iż nienawidzę romantycznych pierdół... Dziękuję. Ten jeden raz czułem się na prawdę dobrze. Wyjatkowo dobrze... Co ja pierdolę? Było wspaniale.
Nie powiedziałem Ci wszystkiego. Szczerze powiedziawszy... Nie powiedziałem Ci nic. Oboje wiemy, jakim egoistą jestem... Nawet teraz nie potrafię tego zmienić.
Nie będę Ci tutaj nic mówić. W kopercie znajdziesz moje wyniki.
Jeżeli narobiłem Ci jakichś problemów, przepraszam. Nie o to mi chodziło. Chociaż prędzej czy później by do tego doszło.
Wiesz, że zawsze chciałem być panem sam sobie. Nie potrafię zniesć tego, że przegrywam. Z każdym następnym dniem czuję, że  jest mnie tu coraz mmiej. Wpadłem w pułapkę, z której nie ma żadnego wyjścia. Preędzej czy później to się stanie. Musisz mnie zrozumieć.
Chyba tyle chciałem Ci powiedzieć. Wybacz, że tak chaotycznie. Chyba zaczęly działać.
Kocham Cię.
Wierzysz, że jeszcze się spotkamy? Bo ja wierzę.
Pamiętaj o mnie. Pamietaj o tej nocy. Chcę być Twoim najlepszym kochankiem. I jestem, prawda? Wiem to. Przecież sam mi to powiedziałeś.
Postaraj się, aby nigdy to się nie zmieniło.
Sasuke.

***

Moje gardło przebił nienaturalnie mocny ścisk, jednak chwilę po tym wszystko znów się poluźniło.
W momencie, gdy moja głowa uderzyła o podłogę, usłyszałem przekręcany w drzwiach zamek. Było to ostatnie, co potrafiłem zarejestrować.
Obudziłem się, widząc nad sobą biały, popęknay sufit. Pierwsze, co stwierdziłem, to fakt, że było mi straszliwie zimno. Chciałem bardziej okryć się białą koudrą, jednak moje ręce nie chciały się poruszyć. Nie miałem sił podnieść nawet głowy, aby się rozejrzeć, a gdy chciałem przełknąć ślinę, aby chociaż trochę zwilżyć przesuszone gardło, poczułem ostry ból w przełyku.
Pamiętałem wszystko. Czas spędzony w celi, pętla z prześcieradła, trzask materiału, chuk mojej głowy o podłogę... co za idiota. Nawet powiesić się nie umiem dobrze. Czemu w tym areszczie mają tak cholernie cienkie prześcieradła?
Leżałem tak jakiś czas. Nigdzie nie mogłem dostrzec zegarka, więc nie za bardzo orientowałem się jak długo to trwało, ani jaka pora dnia teraz jest. Okno było zasłonietę, a żaluzja nie przepuszczała ani odrobiny światła. Widziałem coś jedynie dzięki lampie stojącej obok kropówki, która świeciła nudno-żółtym blaskiem.
Po kilku długich chwilach leżenia i błądzenia myślami po najciemniejszych odmętach umysłu, usłyszałem w końcu kroki na korytarzu, jednak i one po chwili ucichły. Zrezygnowany zamknąłem oczy i po kilku minutach znowu dałem porwać się zdradzieckiemu snu.
Nie wiem, ile spałem i tym razem gdy się obudziłem, w pokoju nadal było ciemno, a lampka świeciła trochę mocniej. Przynajmniej tak mi się wydawało.
 - Gardło boli? - Usłyszałem, jednak nie mogłem zlokalizować, skąd pochodzi głos, ani do kogo należy. Obróciłem głowę w lewo, jednak po tej stronie towarzyszyła mi jedynie ściana. Zaraz pożałowałem tego ruchu, bo moją głowę przeszył tępy ból, który zaraz zmienił się w nieprzyjemne pulsowanie. Zmróżyłem oczy i obróciłem głowę w drugą stronę.
 - Kim jesteś? - Zapytałem ochryple, wlepiwszy wzrok w czerwonowłosego mężczyznę siedzącego obok łóżka, na krześle.
 - Zadałem pytanie. - Usłyszałem w odpowiedzi.
Zapewne, w normalnych warunkach bym westchnął, jednak niestety, gardło bolało mnie na tyle niemiłosiernie, żeby mi to uniemożliwić.
 - Boli. - Odpowiedziałem, a mężczyzna uśmiechnął się lekko, wbijając we mnie zainteresowany wzrok.
 - Nazywam się Sasori Akasuna, jestem Twoim nowym adwokatem i lekarzem pierwszej pomocy. Jeżeli chcesz cokolwiek osiągnąć, musisz ze mną współpracować i się mnie słuchać. - Powiedział to tak swobodnie i płynnie, jakby był już w tym wprawiony, po kilkunastoletnim stażu pracy, chociaż szczerze- wyglądał na dwudziestolatka po studiach.
 - Nie prosiłem o adwokata. - Rzuciłem, wlepiając w niego pytające spojrzenie. Nie przypominam sobie, abym o cokolwiek prosił, a wszczegolności o to. Dla siebie byłem juz stracony, więc po co walczyć? Nawet jeżeli bym cokolwiek wygrał, w co wątpię, co byłoby dalej?
 - Sam zaproponowałem swoją pomoc. Bezinteresownie. - Powiedział. Zdziwiło mnie to trochę, jednak nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Nie za bardzo obchodziło mnie to, dlaczego ten obcy człowiek chce mi pomóc, na dodatek nieodpłatnie. Może i dziwne, jednak co mnie teraz mogło zainteresować? Gdyby mi powiedział cokolwiek o Sasuke...
 - Znałem Twojego brata.
Kiedy tylko usłyszałem te słowa, zrobilo mi się jeszcze zimniej. Popatrzyłem na niego w nieukrywanym szoku. Skąd ten facet mógł go znać? Przecież on był zapewne starszy od niego prawie o połowę...
 - Byłem jego lekarzem. - Wytłumaczył. Na pierwsze wspomnienie nie zrobiło to dla mnie różnicy, jednak po chwili zastanowiłem się nad tym, po co mojemu bratu lekarz? Czy ja o czymś nie wiedziałem? - I przyjacielem. - Dodał po chwili.
Popatrzyłem na niego, czekając na wytłumaczenie, jednak zamiast tego, Sasori wyciągnął w moją stronę kopertę. Moje niezrozumienie wzrosło, jednak czerwonowłosy nadal milczał.
 - Co to? - Zapytałem, unosząc rękę i chwytając niepewnie za papier. Nadal poruszałem się z trudem, więc uważałem na swoje ruchy, szczególnie, jeżeli trzymałem w rękach coś, co mogło mieć związek ze śmiercią Sasuke.
 - Prawdopdobny dowód na Twoją niewinność. Co prawda kopia, bo oryginał jest przetważany u analityka, jednak raczej nie straciło na treści.
Nie odzywałem się już. Otworzyłem kopertę i przejechałem wzrokiem po chwiejnych literach. To było kategorycznie pismo Sasuke. Do dziś pamiętam, jak sprawdzałem mu wypracowania, poprawiając wszystkie błędy. Straszny był z niego gapa...
Jednak nie o pismo tu chodziło. Treść... Nie mogłem opisać tego, co czułem, czytając te słowa. Chyba potrafią to uczinić jedynie łzy, które spływały po moich policzkach.
 - Ale nadal nie rozumiem... Jakke wyniki? - Zapytałem, wlepiejąc wzrok w koudrę przed sobą.
 - Sasuke miał białaczkę, Itachi...

***

Od momentu, w którym dowiedziałem się całej prawdy, minęły dwa lata. Sasori wybronił mnie przed sąeem- zostałem uniewinniony, jednak nic nie zmieniło to w moim życiu.
Na liście nie było moich odcisków palców, pismo należało niepodważalnie do mojego brata, wyniki zgadzały się z tymi odebranymi w szpitalu kilka dni przed jego śmiercią... Nic. Nie posądIli mnie nawet o pedofolię- mimo iż Sasuke nie był pełnoletni.
Sam z resztą nie wiedziałem, o co chodzi. Czerwonowłosy charował jak wół, kiedy mi wszystko wisiało. Siedziałem w sądzie, nie uczestnicząc w żadnej z rozpraw. Nie zabierałem głosu, nie składałem zeznań. Było mi wszystko jedno.
Patrząc na to z perspektywy czasu, zachowywałem się jak ostatni egoista, jednak wtedy odbierałem to inaczej.
Zbliżyliśmy się do siebie... Mimo iż na początku odpychałem każdego i każdą pomoc, powoli stawałem na nogi, trzymając się ramienia mojego przyjaciela i jego żony. Z tego co wiem, Sasuke zwierzał mu się z tego, co do mnie czuł... Jednak ani ja, ani on nie poruszamy tego tematu. Dla nas obu jest on bardzo bolesny, a najlepszym wsparciem jest milczenie.

2 komentarze:

  1. Twe ostrzeżenia na nic się nie zdały. Przeczytałam i mam za swoje. Pewnie w nocy znów nie będę mogła spać i dostanę szajby i jeszcze by brakowało ,żebym zaczęła rysować swoje wyobrażenia do tego co opisałaś . Itachi i samobójstwo... brr.. A co do posta to jak zwykle świetny ,szkoda tylko że tak późno. xD Dość długo się naczekałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    wspaniale zakończyłaś to opowiadanie, jak się okazało, Sasuke był chory, dlatego to zrobił..
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń