poniedziałek, 23 listopada 2015

23. Irytacja.

Wróciłam. Córa marnotrawna. Ubiczujcie.
Straciłam cały zapał do yaoi, jednak moja kochana grupka skanlatorska doskonale sobie radzi z przywracaniem mi weny; nie wspomnę, że 90% członków nienawidzi yaoi, 5% ma na to wyjebane, a kolejne pięć, w tym ja, całkiem je lubi. Cóż.
Hehe, trochę się naczekaliście, jednak mam nadzieję, że będzie się to dla Was całkiem opłacać.
Stąd chciałabym także podziękować Sasu Itanie za życzenia urodzinowe (pomijając fakt, że było to 93 dni temu). Kochana jesteś. Przykro mi trochę, że tak Ci się odpłaciłam, ale cóż... Wyszło jak wyszło. Może teraz będzie lepiej :)
Co tam jeszcze chciałam napisać... Ah, tak. W lipcu stuknęła druga rocznica bloga, jednak tym razem daruję sobie podsumowanie. Sam fakt, że utrzymałam się tu 2 lata (no, z przerwami, ale zawsze coś), jest dla mnie sporym osiągnięciem.
Hmmm... To zostawiam Was z rozdziałem. Nie za bardzo wiedziałam jak go nazwać. Jak macie lepsze pomysły, piszcie śmiało.
Polecam sobie włączyć to->Fantastic Baby lub to -> Bang Bang Bang. Koreański Gej Pop. Nie, żeby było klimatyczne, ale głównie przy tym pisałam. Jakoś ostatnio to najbardziej motywujące piosenki, na jakie wpadłam. A może raczej- najbardziej przywracające do życia. Muszę je sobie ściągnąć na przerwy między jutrzejszymi próbnymi maturami.
Pozdrawiam.


Te słowa nie wywołały w nim szoku. Wręcz przeciwnie, przyjął je bardzo spokojnie, jakby słyszał je od kilku lat, w tej samej sytuacji i bardziej regularnie niż codzienna kąpiel. Wbił wzrok z drogę przed sobą. Przez parę dobrych minut między nimi nie padło żadne słowo, gest ani wyraz dźwiękonaśladowczy, który mógłby określić emocje któregokolwiek z braci. Milczenie i cisza panująca w samochodzie wyrażała dużo więcej niż regułki na prawa Newtona.
 - Zatrzymaj się. – rozkazał Sasuke swoim zwykłym tonem, nie sprzyjającym żadnych nadzwyczajnych wydarzeń, pozytywnych czy negatywnych. Przynajmniej tyle Itachi mógł wnosić po tym, czego nauczył się przez ten czas o swoim młodszym bracie. – Duszno mi.
Samochód zatrzymał się na poboczu. Kiedy tylko hamulec został przyciśnięty do deski, drzwi otworzyły się i chłopak wystawił już nogi poza pojazd, nie czekając, aż ten do końca się zatrzyma. Czuł, że musiał wyjść. Wyjść i iść, daleko, jak najdalej. Płuca paliły jak wtedy, kiedy nawdychał się zbyt dużo dymu z pożaru ich domu kilka lat temu. Nic się nie stało, a mimo to od tamtej pory unikał ognia. Wolał nawet grzać wodę w czajniku elektrycznym, niż na kuchence, a obiad jakoś tak lepiej smakował, kiedy wsadzał go po prostu do mikrofalówki.
Odetchnął głęboko i oparł się o auto, zamykając oczy. Usłyszał otwierane drzwi samochodu, jednak brak drugiego podobnego odgłosu uświadomił go w fakcie, że nie zostały one zamknięte. W uszach zabrzmiał mu szelest trawy uginającej się pod stopami długowłosego. Kiedy ucichł, nie musiał otwierać oczu, aby wiedzieć, że stoi on tuż przed nim. Później ciche pstryknięcie krzemienia w zapalniczce i gryzący zapach nikotyny. Zapalił papierosa. Skrzywił usta, jednak nadal się nie poruszył. Wsłuchiwanie się w te wszystkie dźwięki uspokajało go, zapominał o wszystkich obrazach, które na co dzień straszyły jego wyobraźnię i stawiały pod znakiem zapytania najbliższą przyszłość. Oczy, wzrok, możliwość oglądania świata- wszystko ulegało degradacji, przestawało się liczyć, wraz z wyostrzeniem się innych zmysłów: węchu, słuchu, dotyku i smaku. Wyczuł na ustach lekkie muśnięcie ciepłych ust, policzki zostały połaskotane przez czarne włosy. Pozwolił wedrzeć się szaremu dymowi wypuszczonemu z usta Itachiego w swoje. Nie musiał otwierać oczu, nie musiał tego widzieć. Wystarczyło mu wszystko inne. Wciągnął powietrze wraz z nikotyną w płuca, napawając się chwilowym uczuciem przyduszenia. Kiedy je wypuszczał, uścisk w płucach już tak nie przeszkadzał. Z każdym kolejnym razem uspokajał się coraz bardziej, a kiedy gorący żar spadł na jego bladą dłoń, otworzył w końcu oczy.
Itachi stał tuż obok, trzymając w ręce dogasającego papierosa, który po chwili wylądował na ziemi. Wzrok jego starszego brata wyrażał wszystko to, co przez te kilka chwil zdążyło nagromadzić się w jego głowie. Poruszył się, jednak zanim zdołał przerwać tę farsę, mocne dłonie mężczyzny powstrzymały go przed zrobieniem jakiegokolwiek innego ruchu. Przecież oboje wiedzieli, jak to się skończy.
Obok nich przemknął samochód, jednak myśli Sasuke nie podążyły za pędzącym pojazdem. Pocałunki brata bezkonkurencyjnie działały na jego zmysły, przez co skupiał się wyłącznie na ciepłych wargach sunących po swojej szyi. Uchylił usta, pozwalając powietrzu opuścić swoje płuca. Papieros sprawił, że obrazy w jego głowie wirowały lekko, tylko wzmagając wszystkie doznania. Uniósł dłonie i złapał jego pachnące dymem włosy, aby przenieść jego usta wyżej, na swoją szczękę; wyżej, na wargi. Nie odepchnął go, kiedy chłodne od wieczornego powietrza dłonie sprawiły, że jego brzuch pokrył się drobną gęsią skórką. Oddawał pocałunek z równą namiętnością, ciągnąc lekko jego kruczoczarne kosmyki.
Czemu pozwalał na to wszystko? Co sprawiało, że nie odpychał go od siebie krzycząc, że to nienormalne? Że nie powinni tego robić? Czy w ogóle był sens na takie gadki, teraz, po tym wszystkim? Westchnął cicho, czując jak brat dopycha w jego stronę biodra.
Zwierzęta. Przypominali zwierzęta. Z tą różnicą, że zwierzęta nie miały telefonów, które dzwonią w nieodpowiednich momentach. Westchnął głucho, kiedy Itachi wyjął drżące dłonie spod jego ubrania. Jego oddech był nierówny, a ciało widocznie spięte. Sasuke odepchnął brata nieco od siebie, biorąc w płuca duży haust powietrza, którego mu brakowało. Przez chwilę stali tak zdezorientowani, patrząc na siebie, dopóki starszy z braci nie przypomniał sobie o nadal dzwoniącym telefonie. Wyjął go z kieszeni i od niechcenia nacisnął zielony przycisk.
 - No?
 - Zamiast mizdrzyć się ze swoim braciszkiem, mógłbyś zacząć wracać. Chyba nie muszę Ci przypominać, że… - rozmowa została zakończona równie gwałtownie, jak się rozpoczęła. Itachi rozłączył się, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni swoich spodni.
Głośnik nastawiony był na tyle głośno, by stojący naprzeciw niego Sasuke mógł usłyszeć jadowite słowa i irytujący głos, który rozpoznałby nawet na końcu świata. Deidara.
Bez słowa  wszedł do auta i zatrzasnął za sobą drzwi. Nie mógł się doczekać, aż w końcu znów będą w domu. Jak na jeden dzień... Nawet dla niego było to trochę powyżej przeciętnej rocznej normy nowych wrażeń.
    Zazwyczaj to on był panem sytuacji i nie zważając już na fakt, że był podległy od jakiegoś czasu co najmniej dwóm osobom, była to dla niego stosunkowo świeża sytuacja; do Akatsuki należał dopiero kilka tygodni. Jednak jak się zastanowić... Parę razy prawie stracił życie, a mimo to nadal nie potrafił żałować, że się tu znalazł. Coś w tym musiało być.
 - Przepraszam, że tak wyszło. Musisz przywyknąć.
Szczerze, nie do końca wiedział, o co dokładnie mu chodziło. O morderczą podróż przez pół Anglii, handel dzieciakami czy prawie-stosunek przerwany? Najbardziej możliwe, że za to wszystko na raz. Cóż.
 - Jedź już po prostu. - westchnął, opierając się wygodnie o fotel i odchylając głowę do góry. Miał doskonały widok na szary sufit samochodu, pokryty czymś w rodzaju flauszu lub innego materiału. Był w końcu aktorem, a nie krawcem. Nie znał się na tkaninach, mimo to mógł się szczycić faktem, że zna słowo, którego nie słyszało nigdy około 65% męskiej populacji. "Flausz"? A co to? Pewnie coś z damskiej kosmetyczki. Ewentualnie materiał do produkcji tamponów.
Kiedy ruszyli, pozwolił sobie zapaść w krótki sen, a przynajmniej takie miał wrażenie. Ostatnio coraz ciężej było mu odróżnić sny od jawy, nie biorąc już nawet pod uwagę faktu, że dwa razy w miesiącu zmieniał strefę czasową na trzy, góra cztery dni, o siedem godzin.

4 komentarze:

  1. Uwielbiam to co piszesz. Po prostu kocham. Wiem, że już wielokrotnie ci to pisałam, ale napiszę jeszcze raz. Nie mam pojęcia jak ty to robisz, ale każdy kolejny post jest lepszy od poprzedniego. Nie da się nie czytać. Mam nadzieję, że chęć do pisania szybko ci wroci bo inaczej chyba pierdolca dostanę. Dla tego opowiadania warto było czekać. :) Weny i szybkiego powrotu chęci.

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu :D świetny rozdział~

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielbię sposób, w jaki opisujesz relacje między Itachim a Sasuke. Ten pocałunek... Boże, jakbym przy tym była, albo w nim uczestniczyła (lol, naprawdę dziwne uczucie tak napisać).
    Przy "prawie-stosunku przerwanym" padłam. Sasu taki uroczy, mimo sytuacji, w jakiej się znalazł <3
    Nie napisałam chyba tego wcześniej, ale podoba mi się twój styl. Nie wiem, jakimi słowami mogłabym go opisać. Po prostu naprawdę mi się podoba i cieszę się, że wróciłaś. :)

    Nie włączyłam piosenek, ale podczas czytania słyszałam w głowie "bang bang bang" i to urocze "ppangya ppangya ppangya" GD. I cholernie pasowało.

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzień dobry, cześć i czołem!
    Z przykrością informuję, iż coratsw odeszła z załogi opieprzu. W związku z tym, wszystkie blogi zostaną przeniesione do wolnej kolejki. Istnieje możliwość wyboru mnie (Mediate), gdyż kolejka Zoltana jest wciąż zamknięta. Oczywiście każde zgłoszenie zostanie zakwalifikowane według numerków.

    Pozdrawiam ciepło i liczę na zrozumienie,
    Mediate (http://o-pieprz.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń