piątek, 17 stycznia 2014

10. Test.

Siemaneczko.
No co... Pół roku już za nami, jak i dziesiąty rozdział tuż przed nami... Szybko to zleciało : )
Fanpage ma jak na razie 8 lajczyków, na blogu dwa tysiące sto pięćdziesiąt wejść, sześciu obserwatorów... Dziękuję Wam bardzo C:
Co jeszcze mogę powiedzieć... Będzie trzeba to jakoś uczcić, nie? Hmmm...
Tylko nie mam pomysłu, jak. A Wy?
Przepraszam, że rozdział taki krótki... Mam strasznie dużo pisania, akurat na dodatek zaczęłam pracę na mangowe.pl. Kiedy tylko stronka ruszy, dam link C:
Założyłam dodatkowo bloga o Japonii, nie wiem czy wspominałam... Więc wybaczcie.  Postaram się dawać Wam z siebie jak najwięcej.
Jak Wam się podoba nowy wystrój bloga?
Nie będę już ględzić. Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję i pozdrawiam.
~Rena




Szli jasnym korytarzem, w którym ani po jednej, ani po drugiej stronie nie było drzwi. Sasuke zastanawiał się, gdzie idą. Że niby Nagato na nich czeka. To ten szef, o którym Itachi tyle ględzi. Więc czego ma się spodziewać? Będzie to młody facet w skórze, z nogami zarzuconymi na biurko, patrzący na nich wzrokiem rodem z bilbordu pod tytułem "Spierdalaj, bo marnujesz tlen.", czy może raczej niski, łysiejący elegancik z problemem związanym z tkanką tłuszczową, fałszywym uśmiechem i znakiem dolarów  zamiast źrenic?
Skręcili w lewo, gdzie ściany znów były puste, jedynie tą na przeciw zdobiły drewniane, eleganckie wyczyszczone na picuś-glancuś drzwi w kolorze soczystego mahoniu.
Itachi wszedł bez pukania, a Sasuke z nim. Zanim zdążyli je zamknąć, rozległ się znany, bo tak często przez młodego Uchihę stosowany, wyprany z wszelkich przejawów emocji i znikomej egzystencji ducha głos.
 - Kiedy nauczysz się pukać?
Itachi prychnął w odpowiedzi, śmiejąc się pod nosem.
 - Raczej tego nie dożyjesz. - Odpowiedział, usadawiając się na krześle.
Sasuke stał na środku a'la gabinetu, z założonymi na piersi rękami.
Facet siedział tyłem do nich, w fotelu tak wielkim, że zasłaniał go całego. Tuż za jakże cudownym widokiem oparcia mebla do użyteczności codziennej, roztaczał się... Las.
Okno, zajmujące praktycznie całą tylną ścianę, dawało możliwość patrzenia na rzadko rozstawione drzewa, które z każdym metrm sięgającym w głąb, stawały się coraz gęstsze i ciemniejsze, na samym końcu zlewając się w jedną, ciemną plamę.
 - Może siądziesz? - Usłyszał, dopiero po chwili rozumiejąc, że słowa te skierowane są do niego.
 - Nie, dzięki, pos...
 - Siądziesz. - Powiedział stanowczo Nagato, obracając się w ich stronę. Miał marchewkowe włosy, rozsypane na głowie jak stado chwastów, co sprawiało, że wyglądał dosyć młodo. Cerę miał typowo europejską, przystrojoną w... złom?  Sasuke zapewne uśmiechnąłby się, widząc kolczyki powtykane w jego nos, brodę i uszy, jednak broń trzymana w ręku ubranego w garniak mężczyzny, sprawnie mu to uniemożliwiała.
Zapewne, gdyby nie fakt, że studiuje aktorstwo, wybiegłby z przerażoną miną z pokoju, jednak twardo stał w miejscu, nie zmieniwszy ani o krztynę wyrazu twarzy ani postawy ciała.
 - Nie, dzięki, postoję. - Dokończył swoją odpowiedź, przerwaną przez faceta i spojrzał mu w oczy. Raczej się nie polubią, o ile w ogóle wyjdzie stąd w jednym, niepodziurawionym kawałku.
Nagato wstał i nadal trzymając spluwę w ręku, podszedł do krótkowłosego bruneta. Itachi zerknął niewzruszony na Sasuke, jakby cała sytuacja go nie obchodziła.
 - Masz się słuchać. Rozumiesz? - Powiedział rudy, przykładając lufę do jego policzka. Brunet uśmiechnął się szyderczo.
Musiał grać, tym razem najlepiej, jak potrafi. Serce waliło mu szybko w piersi, obijając się boleśnie o żebra, a twarz nieznacznie pobladła. Bał się. Cholernie bał się przyłożonej do twarzy broni, jego wzroku, pachnącego miętą oddechu, który czuł. Ale nie chciał wyjść na pomiota. Dziecko, którym można rządzić. Nie. Był Sasuke, nienawidził takich typków i nie klęknie przed nim, choćby uciął mu nogi.
No dobra, trochę się zapędził. Nikt mu nie będzie kazał klękać, a tym bardziej nie utnie mu nóg. Chyba...
 - Sory, ale muszę zrezygnować z tego przywileju... Jestem tu tylko dla niego. - Wskazał dłonią na brata. - I nawet nie wiem, o co tu chodzi. Więc może najpierw mi wytłumaczysz, a potem pogadamy o posłuszeństwie? - Zapytał, bezczelnie udając kulturalny ton. W sumie,  nie dał mu powodów do pociągnięcia za spust, nie licząc jedynie nieposłuszeństwa, szyderstwa, bezczelności... Taak...
Zastanawiało go jedno. Czemu Itachi go olewa? W takiej sytuacji... czy to jakaś gra, której zasad nie zna? Czy tutaj każdemu jego pokroju przystawiają lufę do głowy, z uśmiechem? Coraz bardziej się denerwował. A jeżeli to jakaś zasadzka? Już nie wiedział, co myśleć...
 - Nie bądź taki pyskaty, bo...
 - Bo co, wpakujesz mi kulkę w łeb? - Zapytał. Serce powoli mu się uspokajało, a do głowy uderzyła podniecająca adrenalina, kiedy złapał za pistolet i skierował sobie na skroń. Nie wiedział, czy to się dzieje na prawdę, czy nie, ale złość powoli uderzała mu do głowy. Ten debil mu grozi? Nie wiedział już, czy ma się śmiać, płakać, czy zemdleć. A może raczej wszystko na raz, ewentualnie po kolei.
 - Pyskaty jesteś. - Powiedział Nagato, dociskając lufę do jego głowy.
 - Nie, na imię mi Sasuke. - Powiedział, z iskierką lubieżności w głosie. - Strzelisz w końcu, czy nadal będziesz grał? - Zapytał po chwili ciszy, w której strach z powrotem zaczął uderzać mu do głowy. Nie był pewny, czy to gra, czy nie. Jego życie wisiało nad ogniskiem, a on tylko podsycał palący się pod nim ogień. Z natury był wygadany. Powinien teraz siąść i nie dawać mu powodów do odpalenia broni, ale... Nie potrafił. Jego ego chyba lekko wykraczało poza granice normalności, a fakt, że był padnięty, nie ułatwiał mu logicznego myślenia. No, w ogóle nie ułatwiał myślenia, bo logiczność zniknęła z toru zaraz po wpakowaniu się na pokład samolotu.
Oj, przykre.
 - Strzelę. - Odpowiedział Nagato, znudzonym tonem i pociągnął za spust w chwili, gdy Itachi odwrócił się w ich stronę.

***

Do najstarszego Uchihy doszedł odgłos naciskanego spustu. Spojrzał na nich znudzonym wzrokiem, po czym wstał, podszedł do biurka i zaczął w nim szperać.
 - Kto Ci pozwolił? - Warknął rudy, odwracając się od Sasuke.
 - Ja. - Rzucił, wyciągając z szuflady paczkę LD i zapalniczkę. Oparł się o biurko, frontem zwrócony ku swojemu szefowi, po czym spojrzał na brata, który ostatnimi siłami starał się udawać względny spokój.
 - Zdrajca. - Wysyczał, patrząc na Itę.
 - Przepraszam, taka była umowa. Nagto chciał Cię... Przetestować. - Powiedział Itachi, zaciągając się dymem, po chwili patrząc bratu w oczy przepraszająco.
 - A pocałujcie Wy mnie wszyscy w dupę. - Rzucił Sasuke i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Nagato zerknął za nim, wsłuchując się w dźwięk porcelany, brzęczącej pod wpływem złości najmłodszego, ukazującej się w sposób maltretowania drewna pod postacią drzwi wejściowych do gabinetu.
 - Zajmę się tym. - Westchnął Itachi, patrząc na szefa. Zgasił papierosa na jego biurku, wypaliwszy go tylko do połowy.
 - I lepiej, aby jego odpowiedź była pozytywna. Chcę go. - Powiedział rudowłosy, kiedy Uchiha zamykał za sobą drzwi.

2 komentarze:

  1. Mam wrażenie że weszlas na nowy poziom, rozdzial był świetny, wspanala opisowka, i ogólnie idealny pod każdym względem. :3
    Czekam na więcej. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, kochany Nagato spokojnie... ja też go chcę. Takiego pięknego aktora i pyskatego dwudziestolatka każdy by chciał. <3 No cóż poradzić... taki urok Uchiha. XD dobra, ale co do rozdziału, powiem, że jest jednym z moich ulubionych. Dlaczego ? Nagato mnie pod koniec po prostu rozbroił, a reakcje Sasuke, są niemal że zarąbiste. Tak trzymać.

    OdpowiedzUsuń