niedziela, 2 lutego 2014
One-shot 1 - "Ból."
Wiem, wiem, wystawiłam Was. Musicie mi to wybaczyć. W ogóle nie miałam weny, przez co nie napisałam nic, no i byłam w niechcianym posiadaniu mega doła. Nie chciałam pisać żadnego szmelcu na siłę, a i nawet tej siły nie miałam.
Jest to one-shot pisany dawno, dawno temu i opublikowany na starym blogu, więc może się zdarzyć, że kto miał już z nim do czynienia.
Postanowiłam go jednak wstawić, aby dać Wam jakiś znak życia, no i mam do niego sentyment, pomimo tego że jest do dupy. Może dlatego, że to pierwsze w życiu ItaSasu, jakie napisałam.
One-shoty będą się pojawiały bardzo rzadko, albo w ogóle, bo nie umiem ( Jak widać poniżej. ) jak i nie lubię ich pisać\czytać.
Pozdrawiam,
Rena~
- Nienawidzę cię. – Rubinowoki odwrócił się raptownie, słysząc znajomy, jednak rozgniewany głos. Serce mu stanęło, gdy ujrzał wycelowana w swoją pierś katanę.
***
Tak! Był tak blisko! Tak blisko!
- Idź, zabij go. Spełnij swoje marzenie. Zaspokój żądzę zemsty w swoim sercu! – Do uszu Sasuke dobiegł syk, bardzo znany mu syk, z gadzich ust swojego nauczyciela.
Tak. To było jego marzenie. Zabić go!
Czuł tą potężną chakrę w powietrzu. Jego cel był daleko. Bardzo daleko. Ale liczył się fakt.
Puścił się biegiem w jego stronę, zostawiając Orochimaru samego. Nie spojrzał nawet w jego gadzią, wykrzywiona parszywym uśmiechem, twarz. Nie wyczuł napięcia zalegającego w powietrzu, nie wyczuł podstępu. Zemsta całkowicie zaślepiła szesnastoletni umysł.
***
- Kisame. - odezwał się czarnowłosy mężczyzna do swojego kompana.
- Słucham, Panie Itachi?
- Czujesz to?
Zaległa cisza, przerwana nagle szybką, twierdząca odpowiedzią.
- Ostrzeż Peina. Powiedz, że coś jest nie tak. - Powiedział czarnowłosy. Nie musiał go namawiać. Chwilę potem został sam.
***
Kilka dni później.
***
Widział go! Widział! Żądza zemsty którą czuł, którą zaraz zaspokoji, rozsadzała młode serce. W końcu zostanie prawdziwym shinobi! Tak.. Zostanie. Ale czego naprawdę pragnął?
Zemsty?
Zostania prawdziwym ninja?
Spełnienia marzenia?
Tak! Na pewno!
Nie wiedział, ze nie dopuszczał do siebie prawdziwego powodu tych poszukiwań. Zalegało to głęboko w jego pamięci. Bardzo głęboko. Ale tam ono było.
***
Śpi. Wygląda dokładnie tak jak kiedyś. Nie licząc tego czrnego płaszcza... Zauważył ruch powiek. Mniej niż sekundę zajęło mu oddalenie się od tego miejsca, nie pozostawiawszy po sobie nawet szmeru liści.
***
Obudził się. Mógłby przysiąc ze coś wyczuł.. Znowu ta potężna chakra.. Nie. Na pewno zdawało mu się. To nie możliwe aby znikła tak szybko.
Wstał. Rozglądał się, lecz zauważył tylko nikłe ruchy traw i liści, popychanych przez delikatny wiatr. Spojrzał w niebo. „Sasuke... Ciekawe czy pamiętasz nasze zabawy w chowanego? Twoje nieudolne próby schowania się przed moim wzrokiem.” - Myślał. – „Byłeś wtedy taki mały. Niewinny. Szczęśliwy. A teraz?… Gdzie jesteś, Sasuke? Czy nadal mnie szukasz?..”
***
- Nienawidzę Cię. – syknął. Jego głos był przesiąknięty jadem. Gniewem. Nienawiścią.
Ostrze katany, wycelowane w plecy jego brata, domagało się użycia.
Obserwował go dokładnie. Każdy jego ruch dokładnie analizował w swojej głowie. Musi uważać. To ta chwila. Itachi będzie chciał go zabić. Jednak w jego oczach nie widzi żądzy krwi. Strach. Strach. Piękny strach w sharinganowych oczach. Te oczy... Zrobił wielki błąd, patrząc w nie.
Musi zadziałać. Jedno, krótkie pchnięcie.
Musi to zrobić. Nie może..
- Sasuke, to nie musi się tak skończyć… - słyszy.
Mylisz się, Itachi. Musi. Tego właśnie chcę! Aby tak się skończyło.
- Jeśli nie tak, to w jaki sposób? – pyta. Ostrze napiera na pierś starszego Uchihy.
- Kocham Cię, otouto. Wiem ze Ty też mnie kochasz. I wiem, że to nie musi się tak skończyć. – mówi. Sasuke patrzy
jak delikatne dłonie jego brata łapią za ostrze i odsuwają je od swojego ciała.
***
Miłość? Kocha go? Itachi go kocha... Nie. To nie prawda.
- Jak możesz... Kłamać... Jak możesz sobie robić z tego żarty! Czy ty w ogóle wiesz co to znaczy kochać ?! – Z jego gardła wydobywa się donośny krzyk, wypełniający powietrze, miażdżący ciszę wrzask, który wywołuje w nim jeszcze większy gniew. Jeszcze większą nienawiść.
- Sasuke..
- NIE! Tyle czasu Cię szukałem! Tyle czasu pragnę zemsty! – Krzyczy.
- Sasuke..
- Zamknij sie! – Ostrze przecina powietrze.
***
Unik. Nie. Nie da się zabić. Musi żyć, by go kochać. Czerwień błyszczy w jego oczach.
-Przepraszam, Sasuke…
***
Katana wylatuje mu z rąk i wbija się w ziemię, gdy niewyobrażalny ból przeszywa jego ciało. Opada na kolana przed swoim bratem. Nie! Nigdy! Nie da mu się zabić!
- PRZESTAŃ!! – Krzyczy. Ból paraliżuje jego umysł. Wwierca się w każdą komórkę jego organizmu.
Ból.
Ból.
Ból.
Okropny ból..
***
Posłusznie przestaje
- Sasuke.. – zaczyna.
- Nie! Nie dam się zabić! Rozumiesz, zdrajco!? To ja będę tym, który Cię zabije!
Te słowa kaleczą jego serce. Zasłużył sobie na to. Zniszczył mu życie. Z miłości, jednak zniszczył.
Klęka przed nim. Patrzy w jego wymalowane bólem oczy. To czego zawsze pragnął, jest przed nim. Jego brat.
Całuje raptownie jego usta, trzymając za ramiona. On... Czuje swojego brata...
***
Żadne słowo nie wychodzi z jego ust.
Nie! Musi... Musi go zabić... Musi...!
Otwiera usta, wpuszczając go do środka.
Itachi...
Itachi...
Co ty robisz?
Co ja robię?
Co my robimy?
Muszę Cię zabić.
Nie chcę Cię zabić.
Nie mogę..
Poddaje się.
***
- Kocham Cię, braciszku. – Szepcze mu w usta.
Czuje jak ich języki wyginają się w pięknym, zabronionym tańcu. Zabroniona miłość. Ta najpiękniejsza. Cudniejsza od wszystkich dozwolonych..
- A Ty, otouto? – Pyta pełnym nadziei głosem. Chciałby, aby Sasuke mu wybaczył. By go pokochał. Tak bardzo tego pragnie...
***
Co ma odpowiedzieć? Nie wie, więc milczy. Cisza. Rozległa cisza, przecinana tylko szybkimi oddechami obydwu braci.
„Itachi... Co ja do Ciebie czuję? ”
„Itachi... Czy ja Cię kocham?”
„Itachi... Co to znaczy ‚kochać’?”
Ciało odmawia mu posłuszeństwa, opada bezwładnie w ramiona swojego brata, nie dając mu żadnej z możliwych odpowiedzi.
***
Ból wykańcza.
Ból czyni silnym.
Ból zabija.
Jednak ból jest tym, co od zawsze towarzyszy życiu. Wierny ciału, jak i duszy. Wypełnia, obezwładnia zmysły. Silniejszy od wszystkiego. Jedynym lekiem na ból jest ona. Ta, która tak bardzo lubi bawić się życiem. Niewierna. Nieskłonna do sprawiedliwości ONA. Miłość.
***
-Śpij, Sasuke.. Śpij.. Przepraszam.. To nie miało być tak.. Gdy się obudzisz, wszystko będzie dobrze. Będziemy już zawsze razem. Obiecuje. – szepcze do leżącego otouto. Swojego kochanego otouto. Kładzie jego głowę na swoich kolanach i głaszcze jego aksamitny policzek. Jego marzenie się spełniło. Nie... Jeszcze nie. Jego marzenie się spełnia. Wystarczy ze Sasuke zapomni o tym wszystkim i go pokocha. Obojętnie jaka miłością. Tylko pokocha. „Sasuke.. Nie dasz rady tego zapomnieć, prawda? Wiem to. Chociaż chciałbym tego, wiem ze to niemożliwe. Tylko mnie pokochaj...”
***
Zasypia, wsłuchując się w tą piękna obietnicę, czując jego dłoń na swoim policzku. Znów jest spokojny. Znów, od czasu gdy Itachi... Nie. Musi o tym zapomnieć. Teraz to się nie liczy, bo znów są razem.
Zasypia, znając już prawdziwy powód poszukiwań. Nie szukał zemsty. Szukał jego. Swojego brata. Jego ramion. I miłości..
Zasypia, wiedząc ze żył w kłamstwie wyimaginowanej zemsty. Zemsty, która powstała z braku miłości. Z bólu.
Przepraszam za błędy i pismo, poprawię kiedy indziej. Teraz nie mam siły.
piątek, 17 stycznia 2014
10. Test.
Siemaneczko.
No co... Pół roku już za nami, jak i dziesiąty rozdział tuż przed nami... Szybko to zleciało : )
Fanpage ma jak na razie 8 lajczyków, na blogu dwa tysiące sto pięćdziesiąt wejść, sześciu obserwatorów... Dziękuję Wam bardzo C:
Co jeszcze mogę powiedzieć... Będzie trzeba to jakoś uczcić, nie? Hmmm...
Tylko nie mam pomysłu, jak. A Wy?
Przepraszam, że rozdział taki krótki... Mam strasznie dużo pisania, akurat na dodatek zaczęłam pracę na mangowe.pl. Kiedy tylko stronka ruszy, dam link C:
Założyłam dodatkowo bloga o Japonii, nie wiem czy wspominałam... Więc wybaczcie. Postaram się dawać Wam z siebie jak najwięcej.
Jak Wam się podoba nowy wystrój bloga?
Nie będę już ględzić. Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję i pozdrawiam.
~Rena
Szli jasnym korytarzem, w którym ani po jednej, ani po drugiej stronie nie było drzwi. Sasuke zastanawiał się, gdzie idą. Że niby Nagato na nich czeka. To ten szef, o którym Itachi tyle ględzi. Więc czego ma się spodziewać? Będzie to młody facet w skórze, z nogami zarzuconymi na biurko, patrzący na nich wzrokiem rodem z bilbordu pod tytułem "Spierdalaj, bo marnujesz tlen.", czy może raczej niski, łysiejący elegancik z problemem związanym z tkanką tłuszczową, fałszywym uśmiechem i znakiem dolarów zamiast źrenic?
Skręcili w lewo, gdzie ściany znów były puste, jedynie tą na przeciw zdobiły drewniane, eleganckie wyczyszczone na picuś-glancuś drzwi w kolorze soczystego mahoniu.
Itachi wszedł bez pukania, a Sasuke z nim. Zanim zdążyli je zamknąć, rozległ się znany, bo tak często przez młodego Uchihę stosowany, wyprany z wszelkich przejawów emocji i znikomej egzystencji ducha głos.
- Kiedy nauczysz się pukać?
Itachi prychnął w odpowiedzi, śmiejąc się pod nosem.
- Raczej tego nie dożyjesz. - Odpowiedział, usadawiając się na krześle.
Sasuke stał na środku a'la gabinetu, z założonymi na piersi rękami.
Facet siedział tyłem do nich, w fotelu tak wielkim, że zasłaniał go całego. Tuż za jakże cudownym widokiem oparcia mebla do użyteczności codziennej, roztaczał się... Las.
Okno, zajmujące praktycznie całą tylną ścianę, dawało możliwość patrzenia na rzadko rozstawione drzewa, które z każdym metrm sięgającym w głąb, stawały się coraz gęstsze i ciemniejsze, na samym końcu zlewając się w jedną, ciemną plamę.
- Może siądziesz? - Usłyszał, dopiero po chwili rozumiejąc, że słowa te skierowane są do niego.
- Nie, dzięki, pos...
- Siądziesz. - Powiedział stanowczo Nagato, obracając się w ich stronę. Miał marchewkowe włosy, rozsypane na głowie jak stado chwastów, co sprawiało, że wyglądał dosyć młodo. Cerę miał typowo europejską, przystrojoną w... złom? Sasuke zapewne uśmiechnąłby się, widząc kolczyki powtykane w jego nos, brodę i uszy, jednak broń trzymana w ręku ubranego w garniak mężczyzny, sprawnie mu to uniemożliwiała.
Zapewne, gdyby nie fakt, że studiuje aktorstwo, wybiegłby z przerażoną miną z pokoju, jednak twardo stał w miejscu, nie zmieniwszy ani o krztynę wyrazu twarzy ani postawy ciała.
- Nie, dzięki, postoję. - Dokończył swoją odpowiedź, przerwaną przez faceta i spojrzał mu w oczy. Raczej się nie polubią, o ile w ogóle wyjdzie stąd w jednym, niepodziurawionym kawałku.
Nagato wstał i nadal trzymając spluwę w ręku, podszedł do krótkowłosego bruneta. Itachi zerknął niewzruszony na Sasuke, jakby cała sytuacja go nie obchodziła.
- Masz się słuchać. Rozumiesz? - Powiedział rudy, przykładając lufę do jego policzka. Brunet uśmiechnął się szyderczo.
Musiał grać, tym razem najlepiej, jak potrafi. Serce waliło mu szybko w piersi, obijając się boleśnie o żebra, a twarz nieznacznie pobladła. Bał się. Cholernie bał się przyłożonej do twarzy broni, jego wzroku, pachnącego miętą oddechu, który czuł. Ale nie chciał wyjść na pomiota. Dziecko, którym można rządzić. Nie. Był Sasuke, nienawidził takich typków i nie klęknie przed nim, choćby uciął mu nogi.
No dobra, trochę się zapędził. Nikt mu nie będzie kazał klękać, a tym bardziej nie utnie mu nóg. Chyba...
- Sory, ale muszę zrezygnować z tego przywileju... Jestem tu tylko dla niego. - Wskazał dłonią na brata. - I nawet nie wiem, o co tu chodzi. Więc może najpierw mi wytłumaczysz, a potem pogadamy o posłuszeństwie? - Zapytał, bezczelnie udając kulturalny ton. W sumie, nie dał mu powodów do pociągnięcia za spust, nie licząc jedynie nieposłuszeństwa, szyderstwa, bezczelności... Taak...
Zastanawiało go jedno. Czemu Itachi go olewa? W takiej sytuacji... czy to jakaś gra, której zasad nie zna? Czy tutaj każdemu jego pokroju przystawiają lufę do głowy, z uśmiechem? Coraz bardziej się denerwował. A jeżeli to jakaś zasadzka? Już nie wiedział, co myśleć...
- Nie bądź taki pyskaty, bo...
- Bo co, wpakujesz mi kulkę w łeb? - Zapytał. Serce powoli mu się uspokajało, a do głowy uderzyła podniecająca adrenalina, kiedy złapał za pistolet i skierował sobie na skroń. Nie wiedział, czy to się dzieje na prawdę, czy nie, ale złość powoli uderzała mu do głowy. Ten debil mu grozi? Nie wiedział już, czy ma się śmiać, płakać, czy zemdleć. A może raczej wszystko na raz, ewentualnie po kolei.
- Pyskaty jesteś. - Powiedział Nagato, dociskając lufę do jego głowy.
- Nie, na imię mi Sasuke. - Powiedział, z iskierką lubieżności w głosie. - Strzelisz w końcu, czy nadal będziesz grał? - Zapytał po chwili ciszy, w której strach z powrotem zaczął uderzać mu do głowy. Nie był pewny, czy to gra, czy nie. Jego życie wisiało nad ogniskiem, a on tylko podsycał palący się pod nim ogień. Z natury był wygadany. Powinien teraz siąść i nie dawać mu powodów do odpalenia broni, ale... Nie potrafił. Jego ego chyba lekko wykraczało poza granice normalności, a fakt, że był padnięty, nie ułatwiał mu logicznego myślenia. No, w ogóle nie ułatwiał myślenia, bo logiczność zniknęła z toru zaraz po wpakowaniu się na pokład samolotu.
Oj, przykre.
- Strzelę. - Odpowiedział Nagato, znudzonym tonem i pociągnął za spust w chwili, gdy Itachi odwrócił się w ich stronę.
***
Do najstarszego Uchihy doszedł odgłos naciskanego spustu. Spojrzał na nich znudzonym wzrokiem, po czym wstał, podszedł do biurka i zaczął w nim szperać.
- Kto Ci pozwolił? - Warknął rudy, odwracając się od Sasuke.
- Ja. - Rzucił, wyciągając z szuflady paczkę LD i zapalniczkę. Oparł się o biurko, frontem zwrócony ku swojemu szefowi, po czym spojrzał na brata, który ostatnimi siłami starał się udawać względny spokój.
- Zdrajca. - Wysyczał, patrząc na Itę.
- Przepraszam, taka była umowa. Nagto chciał Cię... Przetestować. - Powiedział Itachi, zaciągając się dymem, po chwili patrząc bratu w oczy przepraszająco.
- A pocałujcie Wy mnie wszyscy w dupę. - Rzucił Sasuke i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Nagato zerknął za nim, wsłuchując się w dźwięk porcelany, brzęczącej pod wpływem złości najmłodszego, ukazującej się w sposób maltretowania drewna pod postacią drzwi wejściowych do gabinetu.
- Zajmę się tym. - Westchnął Itachi, patrząc na szefa. Zgasił papierosa na jego biurku, wypaliwszy go tylko do połowy.
- I lepiej, aby jego odpowiedź była pozytywna. Chcę go. - Powiedział rudowłosy, kiedy Uchiha zamykał za sobą drzwi.
No co... Pół roku już za nami, jak i dziesiąty rozdział tuż przed nami... Szybko to zleciało : )
Fanpage ma jak na razie 8 lajczyków, na blogu dwa tysiące sto pięćdziesiąt wejść, sześciu obserwatorów... Dziękuję Wam bardzo C:
Co jeszcze mogę powiedzieć... Będzie trzeba to jakoś uczcić, nie? Hmmm...
Tylko nie mam pomysłu, jak. A Wy?
Przepraszam, że rozdział taki krótki... Mam strasznie dużo pisania, akurat na dodatek zaczęłam pracę na mangowe.pl. Kiedy tylko stronka ruszy, dam link C:
Założyłam dodatkowo bloga o Japonii, nie wiem czy wspominałam... Więc wybaczcie. Postaram się dawać Wam z siebie jak najwięcej.
Jak Wam się podoba nowy wystrój bloga?
Nie będę już ględzić. Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję i pozdrawiam.
~Rena
Szli jasnym korytarzem, w którym ani po jednej, ani po drugiej stronie nie było drzwi. Sasuke zastanawiał się, gdzie idą. Że niby Nagato na nich czeka. To ten szef, o którym Itachi tyle ględzi. Więc czego ma się spodziewać? Będzie to młody facet w skórze, z nogami zarzuconymi na biurko, patrzący na nich wzrokiem rodem z bilbordu pod tytułem "Spierdalaj, bo marnujesz tlen.", czy może raczej niski, łysiejący elegancik z problemem związanym z tkanką tłuszczową, fałszywym uśmiechem i znakiem dolarów zamiast źrenic?
Skręcili w lewo, gdzie ściany znów były puste, jedynie tą na przeciw zdobiły drewniane, eleganckie wyczyszczone na picuś-glancuś drzwi w kolorze soczystego mahoniu.
Itachi wszedł bez pukania, a Sasuke z nim. Zanim zdążyli je zamknąć, rozległ się znany, bo tak często przez młodego Uchihę stosowany, wyprany z wszelkich przejawów emocji i znikomej egzystencji ducha głos.
- Kiedy nauczysz się pukać?
Itachi prychnął w odpowiedzi, śmiejąc się pod nosem.
- Raczej tego nie dożyjesz. - Odpowiedział, usadawiając się na krześle.
Sasuke stał na środku a'la gabinetu, z założonymi na piersi rękami.
Facet siedział tyłem do nich, w fotelu tak wielkim, że zasłaniał go całego. Tuż za jakże cudownym widokiem oparcia mebla do użyteczności codziennej, roztaczał się... Las.
Okno, zajmujące praktycznie całą tylną ścianę, dawało możliwość patrzenia na rzadko rozstawione drzewa, które z każdym metrm sięgającym w głąb, stawały się coraz gęstsze i ciemniejsze, na samym końcu zlewając się w jedną, ciemną plamę.
- Może siądziesz? - Usłyszał, dopiero po chwili rozumiejąc, że słowa te skierowane są do niego.
- Nie, dzięki, pos...
- Siądziesz. - Powiedział stanowczo Nagato, obracając się w ich stronę. Miał marchewkowe włosy, rozsypane na głowie jak stado chwastów, co sprawiało, że wyglądał dosyć młodo. Cerę miał typowo europejską, przystrojoną w... złom? Sasuke zapewne uśmiechnąłby się, widząc kolczyki powtykane w jego nos, brodę i uszy, jednak broń trzymana w ręku ubranego w garniak mężczyzny, sprawnie mu to uniemożliwiała.
Zapewne, gdyby nie fakt, że studiuje aktorstwo, wybiegłby z przerażoną miną z pokoju, jednak twardo stał w miejscu, nie zmieniwszy ani o krztynę wyrazu twarzy ani postawy ciała.
- Nie, dzięki, postoję. - Dokończył swoją odpowiedź, przerwaną przez faceta i spojrzał mu w oczy. Raczej się nie polubią, o ile w ogóle wyjdzie stąd w jednym, niepodziurawionym kawałku.
Nagato wstał i nadal trzymając spluwę w ręku, podszedł do krótkowłosego bruneta. Itachi zerknął niewzruszony na Sasuke, jakby cała sytuacja go nie obchodziła.
- Masz się słuchać. Rozumiesz? - Powiedział rudy, przykładając lufę do jego policzka. Brunet uśmiechnął się szyderczo.
Musiał grać, tym razem najlepiej, jak potrafi. Serce waliło mu szybko w piersi, obijając się boleśnie o żebra, a twarz nieznacznie pobladła. Bał się. Cholernie bał się przyłożonej do twarzy broni, jego wzroku, pachnącego miętą oddechu, który czuł. Ale nie chciał wyjść na pomiota. Dziecko, którym można rządzić. Nie. Był Sasuke, nienawidził takich typków i nie klęknie przed nim, choćby uciął mu nogi.
No dobra, trochę się zapędził. Nikt mu nie będzie kazał klękać, a tym bardziej nie utnie mu nóg. Chyba...
- Sory, ale muszę zrezygnować z tego przywileju... Jestem tu tylko dla niego. - Wskazał dłonią na brata. - I nawet nie wiem, o co tu chodzi. Więc może najpierw mi wytłumaczysz, a potem pogadamy o posłuszeństwie? - Zapytał, bezczelnie udając kulturalny ton. W sumie, nie dał mu powodów do pociągnięcia za spust, nie licząc jedynie nieposłuszeństwa, szyderstwa, bezczelności... Taak...
Zastanawiało go jedno. Czemu Itachi go olewa? W takiej sytuacji... czy to jakaś gra, której zasad nie zna? Czy tutaj każdemu jego pokroju przystawiają lufę do głowy, z uśmiechem? Coraz bardziej się denerwował. A jeżeli to jakaś zasadzka? Już nie wiedział, co myśleć...
- Nie bądź taki pyskaty, bo...
- Bo co, wpakujesz mi kulkę w łeb? - Zapytał. Serce powoli mu się uspokajało, a do głowy uderzyła podniecająca adrenalina, kiedy złapał za pistolet i skierował sobie na skroń. Nie wiedział, czy to się dzieje na prawdę, czy nie, ale złość powoli uderzała mu do głowy. Ten debil mu grozi? Nie wiedział już, czy ma się śmiać, płakać, czy zemdleć. A może raczej wszystko na raz, ewentualnie po kolei.
- Pyskaty jesteś. - Powiedział Nagato, dociskając lufę do jego głowy.
- Nie, na imię mi Sasuke. - Powiedział, z iskierką lubieżności w głosie. - Strzelisz w końcu, czy nadal będziesz grał? - Zapytał po chwili ciszy, w której strach z powrotem zaczął uderzać mu do głowy. Nie był pewny, czy to gra, czy nie. Jego życie wisiało nad ogniskiem, a on tylko podsycał palący się pod nim ogień. Z natury był wygadany. Powinien teraz siąść i nie dawać mu powodów do odpalenia broni, ale... Nie potrafił. Jego ego chyba lekko wykraczało poza granice normalności, a fakt, że był padnięty, nie ułatwiał mu logicznego myślenia. No, w ogóle nie ułatwiał myślenia, bo logiczność zniknęła z toru zaraz po wpakowaniu się na pokład samolotu.
Oj, przykre.
- Strzelę. - Odpowiedział Nagato, znudzonym tonem i pociągnął za spust w chwili, gdy Itachi odwrócił się w ich stronę.
***
Do najstarszego Uchihy doszedł odgłos naciskanego spustu. Spojrzał na nich znudzonym wzrokiem, po czym wstał, podszedł do biurka i zaczął w nim szperać.
- Kto Ci pozwolił? - Warknął rudy, odwracając się od Sasuke.
- Ja. - Rzucił, wyciągając z szuflady paczkę LD i zapalniczkę. Oparł się o biurko, frontem zwrócony ku swojemu szefowi, po czym spojrzał na brata, który ostatnimi siłami starał się udawać względny spokój.
- Zdrajca. - Wysyczał, patrząc na Itę.
- Przepraszam, taka była umowa. Nagto chciał Cię... Przetestować. - Powiedział Itachi, zaciągając się dymem, po chwili patrząc bratu w oczy przepraszająco.
- A pocałujcie Wy mnie wszyscy w dupę. - Rzucił Sasuke i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Nagato zerknął za nim, wsłuchując się w dźwięk porcelany, brzęczącej pod wpływem złości najmłodszego, ukazującej się w sposób maltretowania drewna pod postacią drzwi wejściowych do gabinetu.
- Zajmę się tym. - Westchnął Itachi, patrząc na szefa. Zgasił papierosa na jego biurku, wypaliwszy go tylko do połowy.
- I lepiej, aby jego odpowiedź była pozytywna. Chcę go. - Powiedział rudowłosy, kiedy Uchiha zamykał za sobą drzwi.
sobota, 11 stycznia 2014
Fanpage dla Kwiatów, zawsze spoko!
No i stało się!
Oto przedstawiam Wam fanpage tego bloga!
~<klik>~
Mam nadzieję, że trochę Wam posłuży i przez to rozwiąże się wiele problemów.
Możecie zadawać tam pytania, na wszystkie odpowiem, jako że odpowiadanie na komentarze nie zawsze leży w mojej mocy... :C
Tak więc, powodzenia i miłej niedzieli!
Pozdrawiam,
Rena~
Oto przedstawiam Wam fanpage tego bloga!
~<klik>~
Mam nadzieję, że trochę Wam posłuży i przez to rozwiąże się wiele problemów.
Możecie zadawać tam pytania, na wszystkie odpowiem, jako że odpowiadanie na komentarze nie zawsze leży w mojej mocy... :C
Tak więc, powodzenia i miłej niedzieli!
Pozdrawiam,
Rena~
piątek, 10 stycznia 2014
9. Zdjęcie
Przedstawiam Wam dziewiąty rozdział naszych Kwiatów... A tymczasem...
Planuję małe zmiany w grafice i ogółem na blogu. Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie... postaram się. Myślę też nad założeniem fanpaga, i chyba to zrobię... na pewno, jak coś, dam Wam znać.
Pracuję teraz nad pewnym opowiadankiem... Ale nie ItaSasu. Jak skończę, a może raczej, jeżeli skończę, wrzucę je na drugiego bloga. Dokończę również zaczęte SasuNaru.
Będę miała dla Was coraz mniej czasu, jednak do końca stycznia powinny się pojawić jeszcze dwie, trzy notki. Mama zapisała mnie na kurs angielskiego- ponieważ kompletnie nie radzę sobie z tym językiem. Niby raz w tygodniu, ale... no, znam metody nauczania tego nauczyciela. Więc przepraszam z góry.
A teraz, zapraszam do czytania i pozdrawiam, Rena ~
Dedyk dla Yuuki, dziękuję że mi pomagasz : ) Już zaczynam wznawiać czytanie Twojego bloga yuuki-yaoi-the-gazette.blogspot.com
Sasuke spojrzał w przepełnione bólem oczy swojego brata. Zawsze mówił o kilka słów za dużo, lecz nigdy tego nie żałował. Trzeba być szczerym, a może i nie trzeba... Ale można. Mało ludzi korzysta z tego przywileju, a on do nich, stety lub niestety, ale należał. Czy ta sytuacja była wyjątkiem? Czy raniąc jedną z najbliższych osób w swoim życiu, na dodatek taką, którą dopiero odzyskał, czuł jakieś szczególne uczucie żalu, skruchy? Nie.
Podniósł się i oparł o ścianę, czekając na obiecane wyjaśnienia, które jednak nie potrafiły przejść długowłosemu przez gardło. Chciał do niego podejść, spojrzeć w oczy i poczuć, że na prawdę go ma, że to nie żart.
Na prawdę odzyskał Itachi'ego.
Rysy jego twarzy znacznie złagodniały i zjechał po ścianie w dół, siadając na podłodze. Zgiął nogi, po czym ułożył na kolanach splecione ręce, a na nich głowę.
Czekał.
***
Itachi widząc, że jego młodszy brat zdołał się uspokoić, odetchnął głęboko. Zaciągnął się mocno powietrzem, następnie wypuścił je z płuc. Nie spuszczając z niego swego wzroku, otworzył usta, aby wszystko mu powiedzieć, jednak nie miał pojęcia, od czego zacząć. Sasuke znów był daleko. Nie tak daleko jak wcześniej, ale nadal daleko. Przez ten czas w ogóle się nie poznali, nie spędzili ze sobą czasu. I niby jak mają nadrobić te dwanaście lat, skoro od początku marnowali przeznaczony na to czas? Marnowali? Nie. On zmarnował.
- Jak już wiesz, o ile w ogóle mi wierzysz, rodzice przechwytywali nasze listy. - Powiedział i spojrzał na brata, który potwierdzająco przymknął powieki. - Ale pisałem. Przysięgam.
Starał się wlać w swój głos całą stanowczość, jaką posiadał, ale też spokój i opanowanie. Chciał wypaść przekonująco. Mimo, że wszystko, co zamierzał mu powiedzieć, było prawdą, albo jego opiniami, wiedział, że najmniejsza gafa może zrujnować cząstki prowizorycznego zaufania, które zdołał sobie zaskarbić od brata.
- Przestałem pisać, gdy tylko domyśliłem się prawdy.
- W jaki sposób? - Przerwał mu Sasuke, czekając na wyjaśnienia.
Itachi podniósł swoje zacne cztery litery z fotela na którym siedział i podszedł do nierozpakowanej walizki leżącej na łóżku. Zaczął w niej grzebać, szybko wertując wzrokiem i dłońmi znajdujące się tam rzeczy, bibeloty, papierki, ubrania i inne potrzebne ludziom pierdoły. Przeklął pod nosem, gdy przeszukawszy całą objętość przypomniał sobie, że włożył to do bocznej kieszeni. Szybkim ruchem odpiął zamek i wyjął z wnętrza ramkę ze zdjęciem. Podszedł do Sasuke i uklęknął przed nim, podając mu jedną z najcenniejszych pamiątek w swoim życiu.
***
Sasuke spojrzał na rzecz którą podał mu Itachi. Obrócił ramkę szybką w swoją stronę, aby zobaczyć, co znajduje się pomiędzy nią, a plastikowym denkiem.
- Oh. - Szepnął i zamknął oczy. To, co właśnie ujrzał, przypomniało mu wiele wspomnień, które chciał zobaczyć pod przymkniętymi powiekami. Niestety, widział tylko niektóre fragmenty, mniej lub bardziej zamazane. Jednak ważne było jedno: jeszcze wtedy byli razem.
Znowu spojrzał na starą fotografię, na której razem trzymali kota. Kot był prezentem dla Sasuke na siódme urodziny.
- To jedyna pamiątka po Tobie, jaką posiadałem. - Powiedział Itachi, łapiąc Sasuke za lewą dłoń. - Dopóki nie doszedł jeden, jedyny list.
- Pierwszy, który wysłałem sam... - Powiedział po chwili krótkowłosy i spojrzał na niego. - Sześć lat temu.
Itachi pokiwał głową. Data się zgadzała. Nacisnął metalowe zaczepki na tyle zdjęcia, a denko odskoczyło od szklanej części. Sasuke podniósł szkiełko, a następnie zdjęcie. Na plastiku leżała koperta, na której nie widać było ani jednego zagięcia. Spojrzał na swoje dziecięce, ukośne pismo, stary znaczek i pieczątkę tokijskiej poczty, a następnie wziął ją w ręce.
- Jak mogłem się nie domyślić... - Powiedział, wyrzucając sobie swoją głupotę i naiwność względem rodziców.
- Później już nie pisałem... Z resztą, Nagato mi zabronił. - Powiedział starszy, podczas gdy Sasuke wyciągał z koperty cienki papier, na którym zapisał wszystkie swoje wyrzuty i żale względem brata. Pamiętał dokładnie moment, w którym pisał. To był jeden z jego ostatnich listów.
- A ja wysłałem jeszcze kilka listów. Czemu tamtych nie dostałeś? - Zapytał podejrzliwie, jakby nadal mu nie wierząc.
- Skończyłem szkołę, znalazłem... "Pracę". - Powiedział, myśląc chwilę nad ostatnim słowem. - Zmieniłem adres. - Dodał po chwili, widząc, że Sasuke nadal nie rozumie. - Nie mogłeś go dostać, bo nikt go nie zna. Od tamtej pory mieszkam tutaj.
- Więc kim jest Nagato? Tym całym szefem? I czemu Ci zabronił? - Zaczął zadawać pytania i pewnie by nie skończył, gdyby Itachi nie dał mu ręką znaku, aby przestał.
- Niedługo sam go poznasz. I sam będziesz musiał wybrać...
- Co wybrać? - Zapytał od razu, jednak został skarcony wzrokiem, jak małe dziecko.
- Dasz mi skończyć? - Zapytał, w odpowiedzi starszy, dostając w odpowiedzi ciche westchnięcie.
Sasuke po obejrzeniu listu schował go z powrotem do koperty i położył na denko ramki. Na tym równo przycięte zdjęcie i szkiełko, które Itachi zaczepił z tyłu o plastik. Postawił ramkę na szafce obok i przyglądał jej się chwilę.
- Nasza "grupa" jest i musi pozostać tajna... - Zaczął po jakimś czasie, siadając po turecku tuż pod fotelem, na jaki przeniósł się jego brat, kiedy odstawiał ramkę. - Nagato bał się, że niepełnoletni dzieciak może wszystko spieprzyć. Kazał mi czekać do Twojej dwudziestki. Chciałem wcześniej się z Tobą skontaktować, próbowałem, do osiemnastki... Potem stwierdziłem, że to nie ma sensu. Z ludźmi węszącymi z tyłu i rodzicami... Stwierdziłem, że zrobię Ci taką małą niespodziankę, na urodziny. Jako pełnoletni, możesz się już wyprowadzić. Tak chciał Nagato. Pracować oczywiście nie musisz... Ja się tym zajmę. A...
- Co? - Przerwał mu zdezorientowany chłopak, słysząc to wszystko. - Proponujesz mi... Mieszkanie z sobą? Tutaj? Z tą całą mafią? - Zapytał, a w jego głosie pobrzmiewała niedorzeczność.
- Nie chcesz? - Zapytał starszy, patrząc w jego oczy, które zmieniały powoli swój wyraz z politowania, w niepewność.
A może... Skoro Itachi tu mieszka... I robi to dla niego...
- Mam studia. Nie za bardzo mi się widzi je zawalać. - Powiedział po chwili. - Przemyślę ten pomysł... Ale nie teraz. Na razie nic nie wiem... Nawet nie mam pewności, czy chcę mieć z tym wszystkim do czynienia... - Zaczął po chwili i już miał się rozkręcić, kiedy przerwało mu jedno słowo.
- Ok.
Zerknął na długowłosego. Siedział, wpatrując się w niego nieodgadnionym wzrokiem, a jego twarz nieskalana była żadnym odczuciem. Znów zaczął się zastanawiać, czy mu na prawdę zależy. A może ma w tym jakiś cel dla tej swojej mafii? Tylko jaki?
- Kocham Cię, otouto. - Usłyszał i zamrugał oczami.
- Jesteśmy za starzy na takie słowa. - Powiedział po chwili, gdy jego chwilowy szok minął.
- Nigdy nie jest za późno. A moje pokłady czułości nie zostały wyczerpane. - Zaśmiał się cicho, patrząc na lekko poróżowiałe policzki brata.
- To sobie znajdź laskę. - Zaproponował po chwili ciszy Sasuke, gdy z twarzy odpłynęła mu z powrotem niechciana krew. Itachi pokręcił głową z rozbawionym uśmiechem.
- Co w tym śmiesznego? - Zapytał zirytowany Sasuke po czym spojrzał mu w oczy. Okazało się to błędem, ponieważ starszy wpatrywał się w niego od dłuższej chwili.
- Nic. Nadal masz w sobie coś z dziecka, otouto. - Powiedział spokojnie, najnaturalniej w świecie dotykając jego bladego policzka.
Irytacja zniknęła. Miomo, iż teraz on narzucił na twarz zobojętniałą maskę, jego oczy wyrażały czystą radość. Z każdą minutą coraz bardziej czuł, że go odzyskał. Kiedy drzwi się otwarły, miał wrażenie, że spędzili razem poprzednie kilka lat, jednak zegarek uporczywie wskazywał, że odkąd przyjechali, minęły jedynie niecałe dwie godziny.
- Itaaaachi... Brata też chcesz usidlić? Wstydził byś się. - Zaśmiał się jakiś facet w białych włosach, bez krempacji wchodząc do pokoju i przerywając im chwilę przeznaczoną tylko dla nich.
Odbiorca wiadomości westchnął i obrócił głowę w stronę nowej osoby zalegającej w ich pokoju. To samo zrobił Sasuke, a jego policzki znów przybrały blado-różowy kolor, stwierdzając w głowie fakt, że sytuacja, w której się znalazł nie jest zbyt kolorowa. Korzystając z okazji, przyjrzał się mężczyźnie. Włosy miał prawie że mokre od żelu i zaczesane w tył. Karnację miał śniadą i wyglądał bardziej na chińczyka. Na ciało zarzucił do połowy zapiętą, czarną koszulę w cienkie, pionowe, czerwone linie i czerwone spodnie- nie zbyt obcisłe, męskie rurki. Stopy miał bose, co zdziwiło Sasuke, bo w domu wydawało mu się cholernie zimno.
- Oh, jaki słodki uke z Twojego braciszka. - Mrugnął do Itachiego, na co wyraz twarzy starszego raptownie zmienił się w niewzruszony kamień, z którego wnętrza emanowała złość. Sasuke uśmiechnął się kpiąco, a lekkie rumieńce zeszły z jego policzków.
- Tak się składa, że jestem seme, kochany. - Powiedział. Jasnowłosy zaśmiał się, a Itachi spojrzał na niego wymownie, jednak nic nie powiedział.
- Nie przy mnie, złotko, a teraz sio. Nagato wzywa. - Rzucił i wyszedł, przymykając za sobą drzwi.
- Kto to był? - Zapytał po chwili Sasuke, czując jak Itachi wpatruje się w niego nieprzerwanie. Zerknął na niego, ale nie potrafił odgadnąć jego myśli.
- Hidan. - Powiedział po chwili Itachi, czując natężenie złości i zazdrości, jednak nie dał tego po sobie poznać. - Nie radzę się z nim zadawać... Ale rób co chcesz. - Dodał po chwili rozważnie, nie chcąc denerwować go swoimi rozkazami. Poznał mniej więcej temperament swojego brata i dobrze przeczuwał jego reakcje, więc starał się uważać.
- A to czemu? - Zapytał zaciekawiony i uśmiechnął się ironicznie, przypominając sobie zagrywki mężczyzny, które go wręcz śmieszyły, jak i intrygowały.
- Po prostu daję Ci dobrą radę, jako starszy brat. Znam go trochę dłużej i wiem, jaki jest. - Odparł po chwili rozważania, udając rozbawienie i podniósł się z podłogi. Nie ukrywał przed sobą swoich uczuć. Bał się o Sasuke... I był zazdrosny. Sprowadził go tu dla siebie, dla nikogo innego.
- Okej... Się zobaczy. - Powiedział młodszy, przyglądając mu się uważnie. Po chwili wstał i skierował się za bratem, który zaczął iść w stronę drzwi, jednak zatrzymał się przy nich i odwrócił w stronę brata. On też przystanął, ze zdziwiona miną.
- Jesteś gejem? - Usłyszał po chwili i uśmiechnął się rozbawiony.
- Brawo, mistrzu. - Zaśmiał się twierdząco. - Ty też, jak mniemam? - Bardziej stwierdził, aniżeli zapytał. Słowa Hidana były raczej jednoznaczne. Rozbawienie jednak szybko zniknęło z jego twarzy, widząc zimną minę brata.
- Więc uważaj. W Akatsuki lubią nowych. - Powiedział Itachi i wyszedł, nie pozwalając dla Sasuke zadać żadnego pytania, ani nie racząc go odpowiedzią.
Pozdrawiam i przepraszam za błędy, staram się je redukować. : )
Planuję małe zmiany w grafice i ogółem na blogu. Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie... postaram się. Myślę też nad założeniem fanpaga, i chyba to zrobię... na pewno, jak coś, dam Wam znać.
Pracuję teraz nad pewnym opowiadankiem... Ale nie ItaSasu. Jak skończę, a może raczej, jeżeli skończę, wrzucę je na drugiego bloga. Dokończę również zaczęte SasuNaru.
Będę miała dla Was coraz mniej czasu, jednak do końca stycznia powinny się pojawić jeszcze dwie, trzy notki. Mama zapisała mnie na kurs angielskiego- ponieważ kompletnie nie radzę sobie z tym językiem. Niby raz w tygodniu, ale... no, znam metody nauczania tego nauczyciela. Więc przepraszam z góry.
A teraz, zapraszam do czytania i pozdrawiam, Rena ~
Dedyk dla Yuuki, dziękuję że mi pomagasz : ) Już zaczynam wznawiać czytanie Twojego bloga yuuki-yaoi-the-gazette.blogspot.com
Sasuke spojrzał w przepełnione bólem oczy swojego brata. Zawsze mówił o kilka słów za dużo, lecz nigdy tego nie żałował. Trzeba być szczerym, a może i nie trzeba... Ale można. Mało ludzi korzysta z tego przywileju, a on do nich, stety lub niestety, ale należał. Czy ta sytuacja była wyjątkiem? Czy raniąc jedną z najbliższych osób w swoim życiu, na dodatek taką, którą dopiero odzyskał, czuł jakieś szczególne uczucie żalu, skruchy? Nie.
Podniósł się i oparł o ścianę, czekając na obiecane wyjaśnienia, które jednak nie potrafiły przejść długowłosemu przez gardło. Chciał do niego podejść, spojrzeć w oczy i poczuć, że na prawdę go ma, że to nie żart.
Na prawdę odzyskał Itachi'ego.
Rysy jego twarzy znacznie złagodniały i zjechał po ścianie w dół, siadając na podłodze. Zgiął nogi, po czym ułożył na kolanach splecione ręce, a na nich głowę.
Czekał.
***
Itachi widząc, że jego młodszy brat zdołał się uspokoić, odetchnął głęboko. Zaciągnął się mocno powietrzem, następnie wypuścił je z płuc. Nie spuszczając z niego swego wzroku, otworzył usta, aby wszystko mu powiedzieć, jednak nie miał pojęcia, od czego zacząć. Sasuke znów był daleko. Nie tak daleko jak wcześniej, ale nadal daleko. Przez ten czas w ogóle się nie poznali, nie spędzili ze sobą czasu. I niby jak mają nadrobić te dwanaście lat, skoro od początku marnowali przeznaczony na to czas? Marnowali? Nie. On zmarnował.
- Jak już wiesz, o ile w ogóle mi wierzysz, rodzice przechwytywali nasze listy. - Powiedział i spojrzał na brata, który potwierdzająco przymknął powieki. - Ale pisałem. Przysięgam.
Starał się wlać w swój głos całą stanowczość, jaką posiadał, ale też spokój i opanowanie. Chciał wypaść przekonująco. Mimo, że wszystko, co zamierzał mu powiedzieć, było prawdą, albo jego opiniami, wiedział, że najmniejsza gafa może zrujnować cząstki prowizorycznego zaufania, które zdołał sobie zaskarbić od brata.
- Przestałem pisać, gdy tylko domyśliłem się prawdy.
- W jaki sposób? - Przerwał mu Sasuke, czekając na wyjaśnienia.
Itachi podniósł swoje zacne cztery litery z fotela na którym siedział i podszedł do nierozpakowanej walizki leżącej na łóżku. Zaczął w niej grzebać, szybko wertując wzrokiem i dłońmi znajdujące się tam rzeczy, bibeloty, papierki, ubrania i inne potrzebne ludziom pierdoły. Przeklął pod nosem, gdy przeszukawszy całą objętość przypomniał sobie, że włożył to do bocznej kieszeni. Szybkim ruchem odpiął zamek i wyjął z wnętrza ramkę ze zdjęciem. Podszedł do Sasuke i uklęknął przed nim, podając mu jedną z najcenniejszych pamiątek w swoim życiu.
***
Sasuke spojrzał na rzecz którą podał mu Itachi. Obrócił ramkę szybką w swoją stronę, aby zobaczyć, co znajduje się pomiędzy nią, a plastikowym denkiem.
- Oh. - Szepnął i zamknął oczy. To, co właśnie ujrzał, przypomniało mu wiele wspomnień, które chciał zobaczyć pod przymkniętymi powiekami. Niestety, widział tylko niektóre fragmenty, mniej lub bardziej zamazane. Jednak ważne było jedno: jeszcze wtedy byli razem.
Znowu spojrzał na starą fotografię, na której razem trzymali kota. Kot był prezentem dla Sasuke na siódme urodziny.
- To jedyna pamiątka po Tobie, jaką posiadałem. - Powiedział Itachi, łapiąc Sasuke za lewą dłoń. - Dopóki nie doszedł jeden, jedyny list.
- Pierwszy, który wysłałem sam... - Powiedział po chwili krótkowłosy i spojrzał na niego. - Sześć lat temu.
Itachi pokiwał głową. Data się zgadzała. Nacisnął metalowe zaczepki na tyle zdjęcia, a denko odskoczyło od szklanej części. Sasuke podniósł szkiełko, a następnie zdjęcie. Na plastiku leżała koperta, na której nie widać było ani jednego zagięcia. Spojrzał na swoje dziecięce, ukośne pismo, stary znaczek i pieczątkę tokijskiej poczty, a następnie wziął ją w ręce.
- Jak mogłem się nie domyślić... - Powiedział, wyrzucając sobie swoją głupotę i naiwność względem rodziców.
- Później już nie pisałem... Z resztą, Nagato mi zabronił. - Powiedział starszy, podczas gdy Sasuke wyciągał z koperty cienki papier, na którym zapisał wszystkie swoje wyrzuty i żale względem brata. Pamiętał dokładnie moment, w którym pisał. To był jeden z jego ostatnich listów.
- A ja wysłałem jeszcze kilka listów. Czemu tamtych nie dostałeś? - Zapytał podejrzliwie, jakby nadal mu nie wierząc.
- Skończyłem szkołę, znalazłem... "Pracę". - Powiedział, myśląc chwilę nad ostatnim słowem. - Zmieniłem adres. - Dodał po chwili, widząc, że Sasuke nadal nie rozumie. - Nie mogłeś go dostać, bo nikt go nie zna. Od tamtej pory mieszkam tutaj.
- Więc kim jest Nagato? Tym całym szefem? I czemu Ci zabronił? - Zaczął zadawać pytania i pewnie by nie skończył, gdyby Itachi nie dał mu ręką znaku, aby przestał.
- Niedługo sam go poznasz. I sam będziesz musiał wybrać...
- Co wybrać? - Zapytał od razu, jednak został skarcony wzrokiem, jak małe dziecko.
- Dasz mi skończyć? - Zapytał, w odpowiedzi starszy, dostając w odpowiedzi ciche westchnięcie.
Sasuke po obejrzeniu listu schował go z powrotem do koperty i położył na denko ramki. Na tym równo przycięte zdjęcie i szkiełko, które Itachi zaczepił z tyłu o plastik. Postawił ramkę na szafce obok i przyglądał jej się chwilę.
- Nasza "grupa" jest i musi pozostać tajna... - Zaczął po jakimś czasie, siadając po turecku tuż pod fotelem, na jaki przeniósł się jego brat, kiedy odstawiał ramkę. - Nagato bał się, że niepełnoletni dzieciak może wszystko spieprzyć. Kazał mi czekać do Twojej dwudziestki. Chciałem wcześniej się z Tobą skontaktować, próbowałem, do osiemnastki... Potem stwierdziłem, że to nie ma sensu. Z ludźmi węszącymi z tyłu i rodzicami... Stwierdziłem, że zrobię Ci taką małą niespodziankę, na urodziny. Jako pełnoletni, możesz się już wyprowadzić. Tak chciał Nagato. Pracować oczywiście nie musisz... Ja się tym zajmę. A...
- Co? - Przerwał mu zdezorientowany chłopak, słysząc to wszystko. - Proponujesz mi... Mieszkanie z sobą? Tutaj? Z tą całą mafią? - Zapytał, a w jego głosie pobrzmiewała niedorzeczność.
- Nie chcesz? - Zapytał starszy, patrząc w jego oczy, które zmieniały powoli swój wyraz z politowania, w niepewność.
A może... Skoro Itachi tu mieszka... I robi to dla niego...
- Mam studia. Nie za bardzo mi się widzi je zawalać. - Powiedział po chwili. - Przemyślę ten pomysł... Ale nie teraz. Na razie nic nie wiem... Nawet nie mam pewności, czy chcę mieć z tym wszystkim do czynienia... - Zaczął po chwili i już miał się rozkręcić, kiedy przerwało mu jedno słowo.
- Ok.
Zerknął na długowłosego. Siedział, wpatrując się w niego nieodgadnionym wzrokiem, a jego twarz nieskalana była żadnym odczuciem. Znów zaczął się zastanawiać, czy mu na prawdę zależy. A może ma w tym jakiś cel dla tej swojej mafii? Tylko jaki?
- Kocham Cię, otouto. - Usłyszał i zamrugał oczami.
- Jesteśmy za starzy na takie słowa. - Powiedział po chwili, gdy jego chwilowy szok minął.
- Nigdy nie jest za późno. A moje pokłady czułości nie zostały wyczerpane. - Zaśmiał się cicho, patrząc na lekko poróżowiałe policzki brata.
- To sobie znajdź laskę. - Zaproponował po chwili ciszy Sasuke, gdy z twarzy odpłynęła mu z powrotem niechciana krew. Itachi pokręcił głową z rozbawionym uśmiechem.
- Co w tym śmiesznego? - Zapytał zirytowany Sasuke po czym spojrzał mu w oczy. Okazało się to błędem, ponieważ starszy wpatrywał się w niego od dłuższej chwili.
- Nic. Nadal masz w sobie coś z dziecka, otouto. - Powiedział spokojnie, najnaturalniej w świecie dotykając jego bladego policzka.
Irytacja zniknęła. Miomo, iż teraz on narzucił na twarz zobojętniałą maskę, jego oczy wyrażały czystą radość. Z każdą minutą coraz bardziej czuł, że go odzyskał. Kiedy drzwi się otwarły, miał wrażenie, że spędzili razem poprzednie kilka lat, jednak zegarek uporczywie wskazywał, że odkąd przyjechali, minęły jedynie niecałe dwie godziny.
- Itaaaachi... Brata też chcesz usidlić? Wstydził byś się. - Zaśmiał się jakiś facet w białych włosach, bez krempacji wchodząc do pokoju i przerywając im chwilę przeznaczoną tylko dla nich.
Odbiorca wiadomości westchnął i obrócił głowę w stronę nowej osoby zalegającej w ich pokoju. To samo zrobił Sasuke, a jego policzki znów przybrały blado-różowy kolor, stwierdzając w głowie fakt, że sytuacja, w której się znalazł nie jest zbyt kolorowa. Korzystając z okazji, przyjrzał się mężczyźnie. Włosy miał prawie że mokre od żelu i zaczesane w tył. Karnację miał śniadą i wyglądał bardziej na chińczyka. Na ciało zarzucił do połowy zapiętą, czarną koszulę w cienkie, pionowe, czerwone linie i czerwone spodnie- nie zbyt obcisłe, męskie rurki. Stopy miał bose, co zdziwiło Sasuke, bo w domu wydawało mu się cholernie zimno.
- Oh, jaki słodki uke z Twojego braciszka. - Mrugnął do Itachiego, na co wyraz twarzy starszego raptownie zmienił się w niewzruszony kamień, z którego wnętrza emanowała złość. Sasuke uśmiechnął się kpiąco, a lekkie rumieńce zeszły z jego policzków.
- Tak się składa, że jestem seme, kochany. - Powiedział. Jasnowłosy zaśmiał się, a Itachi spojrzał na niego wymownie, jednak nic nie powiedział.
- Nie przy mnie, złotko, a teraz sio. Nagato wzywa. - Rzucił i wyszedł, przymykając za sobą drzwi.
- Kto to był? - Zapytał po chwili Sasuke, czując jak Itachi wpatruje się w niego nieprzerwanie. Zerknął na niego, ale nie potrafił odgadnąć jego myśli.
- Hidan. - Powiedział po chwili Itachi, czując natężenie złości i zazdrości, jednak nie dał tego po sobie poznać. - Nie radzę się z nim zadawać... Ale rób co chcesz. - Dodał po chwili rozważnie, nie chcąc denerwować go swoimi rozkazami. Poznał mniej więcej temperament swojego brata i dobrze przeczuwał jego reakcje, więc starał się uważać.
- A to czemu? - Zapytał zaciekawiony i uśmiechnął się ironicznie, przypominając sobie zagrywki mężczyzny, które go wręcz śmieszyły, jak i intrygowały.
- Po prostu daję Ci dobrą radę, jako starszy brat. Znam go trochę dłużej i wiem, jaki jest. - Odparł po chwili rozważania, udając rozbawienie i podniósł się z podłogi. Nie ukrywał przed sobą swoich uczuć. Bał się o Sasuke... I był zazdrosny. Sprowadził go tu dla siebie, dla nikogo innego.
- Okej... Się zobaczy. - Powiedział młodszy, przyglądając mu się uważnie. Po chwili wstał i skierował się za bratem, który zaczął iść w stronę drzwi, jednak zatrzymał się przy nich i odwrócił w stronę brata. On też przystanął, ze zdziwiona miną.
- Jesteś gejem? - Usłyszał po chwili i uśmiechnął się rozbawiony.
- Brawo, mistrzu. - Zaśmiał się twierdząco. - Ty też, jak mniemam? - Bardziej stwierdził, aniżeli zapytał. Słowa Hidana były raczej jednoznaczne. Rozbawienie jednak szybko zniknęło z jego twarzy, widząc zimną minę brata.
- Więc uważaj. W Akatsuki lubią nowych. - Powiedział Itachi i wyszedł, nie pozwalając dla Sasuke zadać żadnego pytania, ani nie racząc go odpowiedzią.
Pozdrawiam i przepraszam za błędy, staram się je redukować. : )
piątek, 3 stycznia 2014
Dzieci Podziemia 1
No hej. Tak miałam się zabrać za kolejny rozdział, jednak spod moich palców wyszło... To. Jest to opowiadanie umieszczone w klimacie fantasy, więc nie wszystkim się spodoba. Część pierwsza jest bardzo tajemnicza, pełno w niej niedopowiedzeń, zagadek, wiem, wiem, wiem. Nie krzyczcie, wszystko wyjaśni się w części drugiej i trzeciej. Przewiduję jakieś sześć części, może opowiadanie przypadnie Wam do gustu. Mam nadzieję.
Coś mało Was komentuje... No cóż. Blog i tak będzie prowadzony nadal, dopóki będę widzieć, że ktoś na niego wchodzi. Więc dziękuję Wam, bo mimo, że nie ma komentarzy, wiem, że jesteście. Może dwie osoby, trzy, ale dla mnie to wystarczy.
Dobra, koniec ględzenia, bo Was przynudzam. Miłej lektury !)
Dwie, odziane w ciemne płaszcze postacie biegły przed siebie. W momencie, gdy mniejsza z nich wyciągnęła w stronę drugiej bladą dłoń, przestrzeń przeszył upiorny pisk krzywdzonego zwierzęcia, kiedy strzała przebiła jedną z nich na wylot. Z rany poleciało kilka kropel jasno-czerwonej krwi, krwawienie jednak nie trwało długo- ustało po kilku sekundach, kiedy ostatnie krople krwi uleciały z ciała.
- Sasuke! – krzyknęła druga, zdecydowanie wyższa postać, uchylając się przed strzałą, która świsnęła tuż przy jej uchu.
- Itachi! Uciekaj! – zraniona postać zaskowyczała przeraźliwie, patrząc zbolałym wzrokiem w oczy odbiorcy swojej prośby.
- Chyba sobie kpisz! – odpowiedź była krótka i zdecydowana. Osoba zwana Itachim zatrzymała się gwałtownie, podniosłą leżącego i wbiegła w ciemność.
***
Coś mało Was komentuje... No cóż. Blog i tak będzie prowadzony nadal, dopóki będę widzieć, że ktoś na niego wchodzi. Więc dziękuję Wam, bo mimo, że nie ma komentarzy, wiem, że jesteście. Może dwie osoby, trzy, ale dla mnie to wystarczy.
Dobra, koniec ględzenia, bo Was przynudzam. Miłej lektury !)
Dwie, odziane w ciemne płaszcze postacie biegły przed siebie. W momencie, gdy mniejsza z nich wyciągnęła w stronę drugiej bladą dłoń, przestrzeń przeszył upiorny pisk krzywdzonego zwierzęcia, kiedy strzała przebiła jedną z nich na wylot. Z rany poleciało kilka kropel jasno-czerwonej krwi, krwawienie jednak nie trwało długo- ustało po kilku sekundach, kiedy ostatnie krople krwi uleciały z ciała.
- Sasuke! – krzyknęła druga, zdecydowanie wyższa postać, uchylając się przed strzałą, która świsnęła tuż przy jej uchu.
- Itachi! Uciekaj! – zraniona postać zaskowyczała przeraźliwie, patrząc zbolałym wzrokiem w oczy odbiorcy swojej prośby.
- Chyba sobie kpisz! – odpowiedź była krótka i zdecydowana. Osoba zwana Itachim zatrzymała się gwałtownie, podniosłą leżącego i wbiegła w ciemność.
***
- To chyba jakieś żarty. - usłyszeli dwaj bracia, zwracając zdezorientowany wzrok w kierunku głosu swojego ojca. Sytuacja w której się znaleźli nie należała zapewne do najbardziej komfortowych w ich życiu, zważywszy na fakt, że ręce starszego z nich znajdowały się na klatce piersiowej młodszego, a jego codzienne kimono odsłaniało gładki tors i różowe sutki siedemnastoletniego młodzieńca. Tuż pod lewym obojczykiem Sasuke widniał świeżutki, różowawy ślad, który blaknął z każdą chwilą.
- Pytam się, czy to jakieś żarty!? – pokojem wstrząsnął krzyk coraz bardziej wściekłego ojca, patrzącego na swoich wychowanków.
Fakt, że jego najmłodszego syna ktoś dotykał, był wielkim szokiem. Sasuke? Ten Sasuke, który z każdym dniem coraz bardziej przypominał niewinną córkę, który w dzieciństwie bawił się lalkami, nigdy nie przyprowadził do domu kobiety ani nie wodził za żadną z nich wzrokiem, dawał się dotykać? To było zbyt wiele jak na jego nerwy.
Jednak świadomość, że ciało jego najmłodszego syna jest pozbawiane czystości przez starszego z nich... Ten fakt kategorycznie sprawił, że gorycz w czarze wściekłości zaczęła wylewać się z jej brzegów potokami.
- Tato, to nie tak, to ja go... - Zaczął Itachi, podnosząc się z łóżka i zasłaniając ciało Sasuke swoją posturą.
- Zamilcz, psie! - krzyknął Fugaku, podchodząc do niego i odpychając go w bok. Itachi poleciał na cienką, gipsową ścianę salonu, robiąc w niej wyrwę wielkości swojego ciała. Zajęczał, czując ból w plecach, na które upadł. - Ty szmato! Ile Ci zapłacił, że się tak poniżyłeś?! - znów ryknął przywódca rodu Uchiha, tym razem w stronę swojego młodszego syna, chwytając go za włosy i podnosząc na wysokość swojej twarzy. Spojrzał mu gniewnie w oczy, jednak młodzieniec zdołał je zamknąć.
- Patrz na mnie, jak do Ciebie mówię i odpowiedz na moje pytanie! - lekko ściszył głos, wlewając weń jeszcze więcej jadu i gniewu niż uprzednio, jednak najmłodszy z synów nadal milczał z zamkniętymi oczyma. Mimo bólu zadawanego przez ojaca nawet nie drgnął, nie chcąc psuć sytuacji, która i tak była wystarczająco popsuta. Poczuł, jak ojciec puszcza jego włosy, i upadł bezwładnie u jego stóp, nawet nie usiłując zgłuszyć upadku rękami.
- Ty dziwko... A myślałem, że mam godnego syna! Byłem z ciebie dumny! A Ty co? Tak mi się odpłacasz?! - wrzasnął, chwytając dzbanek z wodą ze stolika i rozbijając go na jego plecach. Sasuke zawył z bólu, zasłaniając twarz rękami.
- Ojcze, zos... - zaczął Itachi, lecz jego słowa przerwała kolejna salwa gniewu rodzica.
- Nie masz prawa tak się do mnie zwracać! Ja nie mam synów! - ryknął, przewracając stolik z pionkami i planszą do szachów.
- Fugaku! – krzyknęła czarnowłosa kobieta, wbiegając do pokoju. Spojrzała przepełnionym histerią wzrokiem na swoe dzieci. Jej dzieci... - Fugaku! Przestań, błagam! - zaniosła się szlochem i chwyciła jego dłoń, spoglądając mu w oczy, po czym opadła na kolana przed Sasuke.
- Mamo... - wyszeptał, unosząc wzrok i spojrzał na nią zawstydzony. Piękne oczy jego matki, teraz wylewały nad nim łzy, nie wiedząc, co się dzieje. - Nic mi nie jest, matko. To moja wina...- powiedział cicho, całując jej dłoń. Była ich wybawieniem... Oboje dziękowali w duchu, że się pojawiła.
Awantura znikła tak nagle, jak tylko się pojawiła. Fugaku klęknął przy żonie, głaszcząc jej policzek.
- Spokojnie, kochanie. - szepnął opanowany, gdy tylko dłonie kobiety wylądowały na mocno zaokrąglonym brzuchu. - Nic się nie stało. - szepnął, przytulając ją. - Wściekłem się, bo moi synowie chcą wyprowadzić się z rodzinnego domu. - skłamał Fugaku, dobitnie oznajmiając braciom, co mają robić. - Ale już ochłonąłem. Chyba najwyższy czas, aby pisklęta w końcu wyfrunęły z gniazda.
- To prawda? - zapytała kobieta, patrząc tym razem na starszego syna, który zdążył podejść i stanąć tuż nad młodszym. Itachi po chwili skinął głową, nie potrafiąc spojrzeć w jej oczy.
- Byście się wstydzili. Tak denerwować matkę, kilka dni przed rozwiązaniem. - rzucił Fugaku, nie musząc udawać tonu zawiedzionego ojca. Tylko pomiędzy słowami dało się usłyszeć sączący się gniew i obrzydzenie. Wyszedł z pokoju, prowadząc obok ciężarną kobietę.
***
- Pytam się, czy to jakieś żarty!? – pokojem wstrząsnął krzyk coraz bardziej wściekłego ojca, patrzącego na swoich wychowanków.
Fakt, że jego najmłodszego syna ktoś dotykał, był wielkim szokiem. Sasuke? Ten Sasuke, który z każdym dniem coraz bardziej przypominał niewinną córkę, który w dzieciństwie bawił się lalkami, nigdy nie przyprowadził do domu kobiety ani nie wodził za żadną z nich wzrokiem, dawał się dotykać? To było zbyt wiele jak na jego nerwy.
Jednak świadomość, że ciało jego najmłodszego syna jest pozbawiane czystości przez starszego z nich... Ten fakt kategorycznie sprawił, że gorycz w czarze wściekłości zaczęła wylewać się z jej brzegów potokami.
- Tato, to nie tak, to ja go... - Zaczął Itachi, podnosząc się z łóżka i zasłaniając ciało Sasuke swoją posturą.
- Zamilcz, psie! - krzyknął Fugaku, podchodząc do niego i odpychając go w bok. Itachi poleciał na cienką, gipsową ścianę salonu, robiąc w niej wyrwę wielkości swojego ciała. Zajęczał, czując ból w plecach, na które upadł. - Ty szmato! Ile Ci zapłacił, że się tak poniżyłeś?! - znów ryknął przywódca rodu Uchiha, tym razem w stronę swojego młodszego syna, chwytając go za włosy i podnosząc na wysokość swojej twarzy. Spojrzał mu gniewnie w oczy, jednak młodzieniec zdołał je zamknąć.
- Patrz na mnie, jak do Ciebie mówię i odpowiedz na moje pytanie! - lekko ściszył głos, wlewając weń jeszcze więcej jadu i gniewu niż uprzednio, jednak najmłodszy z synów nadal milczał z zamkniętymi oczyma. Mimo bólu zadawanego przez ojaca nawet nie drgnął, nie chcąc psuć sytuacji, która i tak była wystarczająco popsuta. Poczuł, jak ojciec puszcza jego włosy, i upadł bezwładnie u jego stóp, nawet nie usiłując zgłuszyć upadku rękami.
- Ty dziwko... A myślałem, że mam godnego syna! Byłem z ciebie dumny! A Ty co? Tak mi się odpłacasz?! - wrzasnął, chwytając dzbanek z wodą ze stolika i rozbijając go na jego plecach. Sasuke zawył z bólu, zasłaniając twarz rękami.
- Ojcze, zos... - zaczął Itachi, lecz jego słowa przerwała kolejna salwa gniewu rodzica.
- Nie masz prawa tak się do mnie zwracać! Ja nie mam synów! - ryknął, przewracając stolik z pionkami i planszą do szachów.
- Fugaku! – krzyknęła czarnowłosa kobieta, wbiegając do pokoju. Spojrzała przepełnionym histerią wzrokiem na swoe dzieci. Jej dzieci... - Fugaku! Przestań, błagam! - zaniosła się szlochem i chwyciła jego dłoń, spoglądając mu w oczy, po czym opadła na kolana przed Sasuke.
- Mamo... - wyszeptał, unosząc wzrok i spojrzał na nią zawstydzony. Piękne oczy jego matki, teraz wylewały nad nim łzy, nie wiedząc, co się dzieje. - Nic mi nie jest, matko. To moja wina...- powiedział cicho, całując jej dłoń. Była ich wybawieniem... Oboje dziękowali w duchu, że się pojawiła.
Awantura znikła tak nagle, jak tylko się pojawiła. Fugaku klęknął przy żonie, głaszcząc jej policzek.
- Spokojnie, kochanie. - szepnął opanowany, gdy tylko dłonie kobiety wylądowały na mocno zaokrąglonym brzuchu. - Nic się nie stało. - szepnął, przytulając ją. - Wściekłem się, bo moi synowie chcą wyprowadzić się z rodzinnego domu. - skłamał Fugaku, dobitnie oznajmiając braciom, co mają robić. - Ale już ochłonąłem. Chyba najwyższy czas, aby pisklęta w końcu wyfrunęły z gniazda.
- To prawda? - zapytała kobieta, patrząc tym razem na starszego syna, który zdążył podejść i stanąć tuż nad młodszym. Itachi po chwili skinął głową, nie potrafiąc spojrzeć w jej oczy.
- Byście się wstydzili. Tak denerwować matkę, kilka dni przed rozwiązaniem. - rzucił Fugaku, nie musząc udawać tonu zawiedzionego ojca. Tylko pomiędzy słowami dało się usłyszeć sączący się gniew i obrzydzenie. Wyszedł z pokoju, prowadząc obok ciężarną kobietę.
***
- Sasuke... - szepnął Itachi, klękając przed bratem. Chwycił jego zapłakaną twarz w poranione dłonie, na których widać było nikłe ślady krwi. Ból, który czuł w sercu, przewyższał jednak każdy inny. Patrząc w zapłakane oczy młodszego brata, jego dusza, o ile taką posiadał, rozsypywała się na drobne kawałki.
- Nic mi nie jest. - powiedział Sasuke, wlewając w głos tyle spokoju, ile tylko zdołał. Plecy piekły i promieniowały bólem, jednak widząc rany na ciele brata, nie ważył się nawet o tym myśleć. - Twoje ręce... - szepnął, biorąc jego dłonie w swoje i całując je delikatnie, nie chcąc sprawić mu dodatkowego bólu.
- Wszystko w porządku. - powiedział Itachi, mrużąc oczy i przykładając usta do jego głowy. – Sasuke, my…
- Wiem. Mamy mało czasu. - młodszy potwierdził jego obawy i wstał, nie bez trudu. Krew jego żyłach płynęła powoli, a jej ilość nieubłaganie spadała ku zeru dzięki ranom na plecach, przez co zakręciło mu się w głowie. Nie minęła nawet setna część sekundy, kiedy ramiona ukochanego brata otuliły jego drobne ciało, nie pozwalając mu upaść. Oparł głowę na jego ramieniu. Zawsze był podatny na ból. Nigdy na niego nie zważał, nie bał się go, jedynie ciało reagowało na to raptownym osłabieniem. Kwestia przyzwyczajenia.
- Musimy iść do lasu. - powiedział po chwili Itachi, a w jego głosie pojawiła się nuta, którą potrafili zrozumieć jedynie członkowie ich rodu.
Pożądanie.
Nie ciała, nie miłości. Jedzenia.
- Itachi... - szepnął Sasuke, bijąc się z myślami. Powinni czym prędzej się spakować i opuścić dom, tak, jak kazał ojciec. Nie powinni "wystawiać się na słońce", jak głosiło stare przysłowie, wpajane wszystkim potomkom od ich najmłodszych dni. Nie powinni kusić losu.
Po kilku chwilach niemych namów, ust, które czuł na swoim karku i własnemu głodowi, zacisnął oczy i złapał jego dłoń.
- Chodźmy. - zadecydował cicho, jednak nawet po przekroczeniu granicy lasu, nie potrafił wyzbyć się łomoczącego uczucia, bezczelnie twierdzącego, że popełnili najgłupszy błąd, jaki w tej sytuacji mogli popełnić.
- Nic mi nie jest. - powiedział Sasuke, wlewając w głos tyle spokoju, ile tylko zdołał. Plecy piekły i promieniowały bólem, jednak widząc rany na ciele brata, nie ważył się nawet o tym myśleć. - Twoje ręce... - szepnął, biorąc jego dłonie w swoje i całując je delikatnie, nie chcąc sprawić mu dodatkowego bólu.
- Wszystko w porządku. - powiedział Itachi, mrużąc oczy i przykładając usta do jego głowy. – Sasuke, my…
- Wiem. Mamy mało czasu. - młodszy potwierdził jego obawy i wstał, nie bez trudu. Krew jego żyłach płynęła powoli, a jej ilość nieubłaganie spadała ku zeru dzięki ranom na plecach, przez co zakręciło mu się w głowie. Nie minęła nawet setna część sekundy, kiedy ramiona ukochanego brata otuliły jego drobne ciało, nie pozwalając mu upaść. Oparł głowę na jego ramieniu. Zawsze był podatny na ból. Nigdy na niego nie zważał, nie bał się go, jedynie ciało reagowało na to raptownym osłabieniem. Kwestia przyzwyczajenia.
- Musimy iść do lasu. - powiedział po chwili Itachi, a w jego głosie pojawiła się nuta, którą potrafili zrozumieć jedynie członkowie ich rodu.
Pożądanie.
Nie ciała, nie miłości. Jedzenia.
- Itachi... - szepnął Sasuke, bijąc się z myślami. Powinni czym prędzej się spakować i opuścić dom, tak, jak kazał ojciec. Nie powinni "wystawiać się na słońce", jak głosiło stare przysłowie, wpajane wszystkim potomkom od ich najmłodszych dni. Nie powinni kusić losu.
Po kilku chwilach niemych namów, ust, które czuł na swoim karku i własnemu głodowi, zacisnął oczy i złapał jego dłoń.
- Chodźmy. - zadecydował cicho, jednak nawet po przekroczeniu granicy lasu, nie potrafił wyzbyć się łomoczącego uczucia, bezczelnie twierdzącego, że popełnili najgłupszy błąd, jaki w tej sytuacji mogli popełnić.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
8. Marzenie
Hej ludziska... Wiem, wiem, wiem, krzyczcie na mnie. Mama zabrała mi tablet w akcie zemsty i nie miałam jak dodać opka. A było gotowe już dwudziestego drugiego! Myślałam, że po prostu się tam zwinę. No to proszę, takie cacko przed sylwestrem, aby nie było Wam smutno. W nagrodę za tak długie czekanie, opo ma więcej znaczków niż zwykle, taki suprajs.
Komórka ponownie wylądowała w kieszeni jego spodni, kiedy tylko wiadomość o treści "Nie wracam dzisiaj na noc" została dostarczona do osoby, wpisanej w pamięć telefonu jako "Mama".
- Przykro mi, jednak jest zakaz używania telefonów komórkowych na pokładzie samolotu. - Oznajmiła jakaś blondyneczka jadowitym tonem. "A myślałem, że to rude jest wredne..." Przemknęło mu przez myśl, patrząc na nią znudzonym wzrokiem.
- Przecież odłożyłem. - Powiedział.
- Proszę więcej jej nie używać. - Rzuciła i odeszła.
Jakby go to obchodziło... Spojrzał na Itachi'ego z kapryśnym uśmiechem.
- Miłego lotu. - Usłyszał, po czym wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, niczym smarkacz.
Tak... Jest idiotą.
***
Jak to się stało, że znalazł się na pokładzie samolotu? Nic prostszego. Wystarczyło, że Itachi poprosił, a ten poleciał za nim jak debil. No dobra. Nie za nim. Z nim.
Ale co poradzić? Po mimo swoich dwudziestu lat, zamiast zastanawiać się, jak każdy przyzwoity Japończyk, co będzie jutro, ten zacieszał się jak szczeniak na myśl, że w końcu go odnalazł. W końcu znalazł swojego brata.
Spojrzał na okno. Właśnie odlatywali. Pas startowy poruszał się za oknem coraz szybciej, aby po chwili zacząć się zmniejszać, gdy znaleźli się już w powietrzu. Nigdy nie opuszczał Japonii...
- Chciałbym Ci pokazać wiele rzeczy... Ale najpierw priorytety. Muszę Cię przedstawić kilku osobom.
- Jakim? - Zapytał. Itachi wspominał coś wcześniej o jakiejś grupie, ale na pytanie, o kogo chodzi, odpowiedział najprostszym "Później.". Teraz mają dużo czasu... Musi mu powiedzieć!
- Dwie z nich pewnie znasz, Sasoriego i Deidarę.
- Deidara... Nie przypominam sobie...
- Pół roku temu wywalili go z Twojej uczelni... Wysadził klasę w powietrze.
- Inaru! - Poprawił go Sasuke. - Inaru wysadził klasę.
- A... No tak, fakt. Inaru. - Poprawił się szybko Itachi.
- Z tego co wiem, to rozpłyną się w powietrzu. Próbowali go złapać i oskarżyć o ciężki uszczerbek na zdrowiu jednego z uczniów. Co on tam robi? - Zapytał zdziwiony. - Chyba go nie ukrywacie! - Dodał po chwili.
- Słuchaj, Sasuke... Dowiesz się wszystkiego później, teraz nie zadawaj pytań. - Poprosił Itachi, patrząc na fotel przed sobą.
- Powiedz, o co chodzi? Jak już zacząłeś, to dokończ. - Postawił na swoim krótkowłosy, wbijając wzrok w brata. Nie no... On chyba sobie jaja robi!
- Sasuke, proszę. Zaufaj mi. Obiecuję, że jak dolecimy, to się dowiesz. - Powiedział Itachi, lekko się do niego uśmiechając. Sasuke westchnął.
- Ok. - Powiedział i bez zbędnych kazań oparł się wygodnie o oparcie fotela.
Przesiedział tak prawie całą podróż, bez skutku usiłując zasnąć. Zegarek nad drzwiami do kabiny pilotów wskazywał godzinę 22:35. Czyli lecą już ponad cztery godziny.
***
Lotnisko w Londynie było duże. W sumie, nie wiedział, jakie są lotniska. Widział fotografie, ale dzisiaj, czy raczej wczoraj, bo sam nie orientował się już w zmianie czasu, był na nim pierwszy i drugi raz w życiu.
- Gdzie tak w ogóle jesteśmy? I w sumie... Nawet się nie spytałem, po co mnie tu zaciągnąłeś. - Powiedział, sam sobie dziwiąc się, jaki to jest szybko myślący i rezolutny. Normalnie, pogratulować.
- Wiesz... W tej grupie, o której Ci mówiłem, są pewne zasady. I po prostu lider miał taki kaprys, by Cię poznać. - Odparł Itachi, patrząc na młodszego brata.
- A jeżeli ja będę miał taki kaprys, że nie chcę go poznać? - Postawił się i oparł o ścianę, gdy długowłosy zamierzał ruszyć z miejsca. O nie, nie, nie... W końcu nie jest dzieciakiem, nie da sobą rządzić, dla jakiegoś wyimaginowanego lidera, jakiejś wyimaginowanej grupie przestępczej, terrorystycznej, czy innego dziadostwa. Bo nie za bardzo dawał wiarę, by zajmowali się pleceniem koszyków i innych pierdół.
- Sasuke, proszę... Nie rób problemów i chodź. - Powiedział Itachi, nie wkładając w ton ani krztyny rozkazu, jedynie prośbę.
- Nie. - Dostał odpowiedź, a krew nieznacznie przyśpieszyła mu w żyłach, widząc kątem oka znajomą blond-czuprynę.
- Sasuke, widzisz Inaru? Stoi jakieś pięćdziesiąt metrów stąd, na północ. Obserwuje nas i jeżeli będą problemy, to nas udupi. Więc proszę, nie rób scen i nie wywołuj problemów. - Powiedział Itachi, wciskając w głos całą siłę perswazji, jaką dysponował.
- Czemu niby ma nas obserwować? - Zapytał Sasuke, nadal stojąc pod ścianą, zmuszając Itachiego, aby sam podszedł.
- Bo na przykład... Mogą się pojawić problemy, gdy nie zaczniesz współpracować? - Powiedział wnikliwie starszy, patrząc mu w oczy. - Więc proszę, nie rób głupot. To nie jest klub z piaskownicy, tylko praca. I nikt nie chce kłopotów. - Wytłumaczył.
- Co to kurde... Jakaś mafia? Tajne przez poufne? O czym Ty gadasz?
Już zaczął się normalnie w tym gubić. O co kurna chodzi? Czemu nic mu nie mówi? Jaki lider, jaka grupa, jak do cholery... Po co on w ogóle tu z nim przyleciał?
- Masz mi w tej chwili zarezerwować lot do Japonii. Mam dość. - Rzucił, ostro wkurzony. Bez rozgadywania się, odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę najbliższych siedzeń, po czym posadził na jednym z nich swoje szanowne cztery litery.
- Masz rację. Olej go. - Powiedział Inaru, siadając obok. Jego bujna kitka na czubku głowy majtała się w prawo i w lewo, doprowadzając do szału.
- Sory, nie znamy się. - Powiedział i wstał. Nie odszedł za daleko, gdy poczuł na dłoni coś nieprzyjemnego. Uniósł ją, by się jej przyjrzeć, ale zamiast bąbla po ugryzieniu muchy, komara, czy innej pierdoły, ujżał długą na całą szerokość ręki kreskę, z której po chwili zaczęła się sączyć jasno-czerwona krew. Spojżał wzrokiem typu "Jestem debilem, wytłumacz, o co chodzi." na chłopaka. Że jak?
Blondyn pomachał mu z dziwnym długopisem dłoni, z którego czubka wystawało cienkie jak brzytwa ostrze. Kolejne: Że jak?
Przeniósł wzrok na Itachi'ego, który stał na miejscu, w którym jeszcze dwie minuty temu stali obaj, niewzruszony, opierając się o ścianę. Jedyne, co ratowało go przed spotęgowaniem gniewu swojego młodszego brata, to przepraszający wzrok, którym się w niego wpatrywał.
- No, to może teraz zechcesz współpracować, panie Uchiha? Bo oboje będziecie mieć przejebane. - Wyświergotał z uśmiechem blondyn, podchodząc do niego. Jak nie trudno się domyślić, Sasuke został ponaglony do marszu, przyłożonym prosto jak w mordę Tuskowi, do kręgosłupa, "długopisem".
- W co ty mnie wpakowałeś, idioto? - Zapytał, gdy tylko znów znalazł się blisko starszego brata. - W co, do cholery?
Przetarł wierzch lewej ręki o spodnie, usiłując zetrzeć krew. Piekło cholerstwo, niemiłosiernie, ale starał się nie myśleć o tej jakże miłej niespodziance od nieznajomego.
- Spełnił Twoje zasrane marzenie. A teraz koniec pogaduszek. Idziemy do samochodu.- Rzucił ozięble, jak na tak słodką dziewczynkę, blondyn i ruszył przodem, najzwyczajniej w świecie uważając, że nie ma co więcej straszyć najmłodszego Uchihę. I miał rację, bo brunet jak nigdy, ulegle ruszył z nim, z podniesioną głową.
***
Sasuke rozejżał się po wnętrzu luksusowego samochodu, do którego wsiedli. Siedzenia obite najgładszą i najczarniejszą skórą, na której kiedykolwiek siedział, nie mogły wyłapać ani jednego promienia nikłego, londyjskiego słońca, przez przyciemniane szyby.
Gdy znudziło mu się podziwianie siedzeń, wlepił wzrok w obraz za oknami. Domek, domek, sklep, domek, domek, o, kolejny domek. I jeszcze jeden. Oh, drzewko. I domek...
- Konan kazała Ci to dać. - Usłyszał i aż zamrugał czarnymi oczętami. Deża wi, czy co?
Spojrzał na blondyna, któremu, jak wywnioskował z rozmowy z kierowcą, chociaż nie było mu dane go ujrzeć, na imię Deidara, a nie Inaru. Czyli Itachi mówił prawdę. Jednak ta informacja tylko jeszcze bardziej namotała mu w głowie. Trzymał w ręku origami, tym razem w kształcie jakiegoś kwiatka. No co... Ikebana nie jest jego najmocniejszą stroną, chyba ma prawo nie wiedzieć, jak to papierowe cudeńko się nazywa?
Zaczął od razu szukać napisu, aż wreszcie zobaczył lekkie przebicie czarnego tuszu na jednym z płatków. Korzystając z okazji, że Itachi rozmawia, a raczej kłóci się z drugim z pasażerów, po angielsku rzecz jasna, jakby kurna był ułomny i nie rozumiał, ("Heloł, ludzie! Mam dwadzieścia lat, angielskiego uczę się od czasu zanim poszedłem do przedszkola...") odgiął lekko płatek i znów ujrzał filigranowe, delikatne pismo.
"Jak wielka jest siła marzeń?"
To pytanie kompletnie zbiło go z tropu. Siła marzeń? Popatrzył na kłócących się mężczyzn, usiłując wsłuchać się w głośną konwersację. Mieli przewagę faktem, że ich angielszczyzna nie była płynna. Wiele słów, a czasem i zdań wypowiadane było z innym akcentem niż reszta, wypowiedzi urywane były w połowie i dodawano różne słowa, których nie znał- z pewnością nie angielskie. Jednak pewność miał co do jednego: mówili o nim. Częstotliwość wypowiadania słów takich jak 'Sasuke', 'on', 'ten szczyl' i tym podobnych, była zbyt duża, aby nie zrozumieć istotnego przekazu. Narobił sobie problemów. To wszystko przez Itachi'ego!
- Może do cholery przestaniesz go bronić? Pein Cie wy...
- Gówno mnie to obchodzi. Wiedział, jaki może być scenariusz, to jego błąd. Ja tylko spełniłem NASZE marzenie. - Rzucił Itachi, przyprawiając Sasuke o głębszy wdech.
Nasze marzenie.
Spojrzał ponownie na kwiat trzymany w rękach. Siła marzeń. Do czego jeszcze Itachi się posunie, aby je spełnić? Do czego obaj się posuną...? Nie dane mu było jednak głębiej zastanowić się nad odpowiedzią na te, czy inne pytania, gdyż samochód ustaną w miejscu, tak samo, jak ucichła kłótnia toczona na przeciw.
- Więc? - Powiedział długowłosy Uchiha, patrząc na blondyna.
- Niech Ci będzie. Ale ostatni raz ratuję Ci dupę. - Westchnął Deidara, odgarniając z oka lekko grzywkę. Popatrzył na Sasuke, otwierając usta, aby coś powiedzieć, jednak Itachi go wyprzedził.
- To zostaw mi. - Powiedział stanowczo, na co blondyn potulnie jak nigdy, skinął głową.
- O co chodzi? - Zapytał zdezorientowany Sasu, patrząc na ich obu pytająco. Co ma zostawić dla niego? Jasnowłosy nic sobie nie robiąc z jego rozterek myślowych, wyszedł z samochodu, trzaskając drzwiami. Przez chwilę myślał, że i oni wyjdą, jednak przeliczył się. Samochód według jego starszego brata okazał się o wiele lepszym miejscem na konwersację.
- Słuchaj, Sasuke. Nie jesteś już dzieckiem, więc nie rób szopek... Chciałeś się ze mną spotkać, więc się spotkałeś. Jednak, na naszych warunkach, przełknij to. - Powiedział Itachi, bez cienia skruchy, żalu, prośby czy innego badziewia które można zazwyczaj usłyszeć w ludzkim głosie.
- O co Ci do cholery chodzi? Co to za mafia, czemu tak późno mi to mówisz? - Zapytał, usiłując ukryć złość. Efekt wyszedł słaby. A nie. Efektu nie było.
- Przepraszem, nie mogłem wcześniej. Zrozum, nie ja tu rządzę. Potrafię to przeżyć, Ty też musisz. Zrób to dla mnie... Przecież spełniłem Twoje marzenie. Czy może już z niego wyrosłeś?
- Nie... No co Ty. Zawsze chciałem... - Zaczął, ale los nie dał mu możliwości skończenia, bo starszy zaraz wciął mu się w słowo.
- No właśnie. Chciałeś, więc...
- A Ty co? Ty nie chciałeś? Zrobiłeś to tylko dla mnie? Wypchaj się z tym! - Rzucił i złapał za klamkę, w celu wyjścia.
- To chyba jasne, że chciałem Cię zobaczyć! Po co innego bym się fatygował lata, by zaplanować to wszystko? Nawet nie wiesz, ile musiałem się naprosić!
- Prosić? Ciekawe o co i kogo?! Mamusi?! A nie, przepraszam, mamę też olałeś! - Wyrzucił mu w twarz. Nie żałował żadnego ze swoich słów, dopóki nie spojrzał w jego oczy. W oczy, w których widać było tylko ból.
- Ja... - Zaczął Itachi, schylając głowę. - Przepraszam. Czy mogę Ci to wszystko wytłumaczyć?
Sasuke dotknął jego dłoni, po chwili chwytając ją w lekki uścisk. Czy tak powinno to wszystko wyglądać? Czy to jest te marzenie, o które tyle walczyli?
W odpowiedzi Itachi dostał jedynie lekki uścisk. Znów mógł się do niego przytulić. Znów był małym, nieporadnym chłopcem, patrzącym w lustro na przeciwko schodów.
W następnej części większość pytań z poprzednich rozdziałów się wyjaśni. Do stycznia, ziomeczki i przepraszam za błędy.
PS. Co myślicie o stworzeniu fanpaga dla bloga? Myślę o tym od dość dawna, a ostatnio jedna blogerka, którą straszliwie kocham, tak zrobiła... Może to dobry pomysł?
REKLAMA
pain-in-my-life.blog.onet.pl
Cudowny blog yaoi NaruSasu, polecam wszystkim. Tak długiego i zajebistego opka jeszcze nie widziałam!
sobota, 7 grudnia 2013
7. Wiara
A witam, witam, witam.. Dodaję kolejny rozdzialik, mam nadzieję, że zjadliwe i pożywne... Nie będę dużo pisać, chcę tylko powiedzieć, że następną część POSTARAM SIĘ napisać do świąt... Jak tam mikołajki minęły?
Możność patrzenia w lustro, mimo iż wyczekiwana od tak dawna, okazała
się zbyt wielką próbą dla dwudziestolatka. Odwrócił wzrok i spojrzał na
pusty korytarz. Tak cicho...
Po chwili odważył się znów spojrzeć w twarz mężczyzny stojącego
naprzeciw. Wspomnienie samotnego siedzenia na schodach, patrzenia w swoje oczy odbite w lustrze, spadająca róża... Wszystko powróciło w ciągu sekundy, znowu, w
najmniej oczekiwanym momencie. Nagle wszystko nabrało nowego znaczenia.
Każdy element dawnego obrazu zyskał nowy, całkiem inny kształt, niż
wcześniej.
Tak bardzo pragnął ponownie spojrzeć w te oczy, chciał ponownie spojrzeć
w lustro, tym razem dostrzegając kogoś innego. I gdy marzenie zaczynało
przybierać realistyczny zarys... Chciał się poddać.
Wiedział, że to Itachi. Jego starszy, długo oczekiwany brat stał przed
nim, stał, patrząc się na niego. To musiał być on. Poznał od razu, mimo
iż wyglądał całkiem inaczej, niż Itachi z jego wyobraźni, ze snów.
Wiedział.
Ale mimo to, w jego umysł wpadła inna myśl. To nie może być prawda.
Zaczął wątpić, czy to na prawdę było jego marzenie. Czy tego na prawdę
chciał.
Kochał, czy nienawidził?
Słowa, które wypowiedział kilka chwil temu stały się niewiarygodnie
odległe, jakby ta sytuacja nigdy nie miała miejsca. Czy na prawdę kochał?
Czy te słowa wypowiedział instynkt, czy serce?
Poczuł, jak jego dłoń zostaje przytrzymana przez inne, ciepłe. Dziwnie
ciepłe. Jego zawsze zimna skóra zgrywała się z tą drugą, tak samo
delikatną, jak dwie krople. Jak ogień i woda... Działały na siebie
kojąco, równocześnie odpychając się. Płynęła w nich ta sama krew. Te
same, odpychające się bieguny.
Mimo przyjemności, jaką czuł w ciele, oderwał swoją dłoń od jego,
spoglądając tym razem w drugą stronę. Tu też nie było nikogo.
- Może wejdziemy? - Usłyszał i pokiwał głową. Nie wiedział, co
powiedzieć.
W gardle wcale go nie ściskało, nie czuł, że nie może mówić. Po
prostu nie wiedział, jak zacząć. Jak powinni zachować się bracia, po tak
długiej rozłące? Praktycznie obcy sobie ludzie...
***
Usiadł na czarnym, obszytym w plusz fotelu. Miękki... Spojrzał na szafkę
obok.
- Konan kazała Ci to dać. - Powiedział Itachi, biorąc w dłonie
papierowego, niebiesko-białego ptaka, leżącego na blacie szafki, na którym
właśnie zawiesił wzrok. Zamrugał oczami.
- Kto? - Zapytał i spojrzał w twarz 'nieznajomego'.
- Niedługo ją poznasz... Jak chcesz. Po prostu weź. Wyrzuć, zgnieć, podrzyj. Tylko weź.
Posłusznie wziął origami w ręce i zaczął oglądać dzieło z różnych
stron. Wykonane precyzyjnie, wprawną ręką. Zgięcia proste, papier cienki,
ale szorstki. Sztuka mistrza...
Jego uwagę przykuło kilka znaków, wieńczących jedną z nóg nieożywionego
stworzenia.
- 'Prawdziwy jest ten, w kogo wierzysz?' - Po raz kolejny zapytał zdziwiony.
- Nie wiem, o co jej chodziło... Też próbowałem odgadnąć. - Wzruszył
ramionami domniemany Itachi i usiadł na fotelu na przeciwko Sasuke.
Młodszy odłożył prezent na kolana i spojrzał na mężczyznę.
W porównaniu do Sasuke, siedział wyluzowany, opierając głowę na jednej
ręce, podpartej o fotel. Przyglądał się mu i chyba po raz pierwszy z tego
powodu czuł... Zmieszanie?
Tak. Sasuke Uchiha, ten, który niczego się nie boi, nie ma wstydu, teraz
siedział sztywno, czując, jak krew odpływa mu z całego ciała.
- Nie wierzysz mi? - Usłyszał pytanie, które wyszło z ust drugiego.
- Nie wiem. - Powiedział, zgodnie z prawdą. Nie miał pojęcia, czy mu
wierzyć. Przecież go nie zna, nie ma żadnych podstaw do tego, a mimo to...
Gdy patrzył w te oczy, nie był możliwości, by mu nie wierzyć. Skąd on
może mieć te oczy, jak nie od jego matki?
- Powiedz coś, co mnie przekona. - Zdecydował i spojrzał mu w oczy. Chce mu
wierzyć, ale nie umie. To trudne. Chyba nawet za bardzo...
- Ale co mogę? - Zapytał z uśmiechem drugi i rozłożył ręce, jednak
Sasuke pokręcił głową, skupiając się na obrazie, który widział przed
sobą.
Nieznajomy miał długie, czarne włosy, proste jak blacha. Klasyczny
Japończyk. Pod oczami widniały cienie, stwierdzające dosyć długą bezsenność. Rysy twarzy miał delikatne, ale stanowczo męskie. Smukłą szyję wieńczyły dwa wystające obojczyki. Bordowa koszulka z logiem zespołu KISS zdobiła jego tors, a na długich, jak na Azjatę, nogi nałożone były podarte rurki, jednak nie super obcisłe. Rysunku dopełniały czarne trampki.
- Halo, jesteś? - Usłyszał z bliska i ze zdziwieniem stwierdził fakt,
że domniemany Uchiha nie siedzi już na fotelu, a kuca przed nim, trzymając
ręce na oparciu fotela. Potrząsnął głową i spojrzał na niego.
- Wybacz, zapatrzyłem się. - Oznajmił i cofnął nogi bliżej fotela.
- Na mnie.
- Na Ciebie. - Potwierdził i odwrócił głowę w stronę zasłoniętego okna.
- Czemu jest tak ciemno? - Zapytał, by zmienić temat.
- Mam... Problemy ze wzrokiem. Szkodzi mi jaskrawe światło. - Powiedział długowłosy z uśmiechem, a Sasuke czuł jego wzrok na swojej twarzy.
- Teraz Ty się zapatrzyłeś. - Powiedział, po raz pierwszy wciskając w ton
cząstkę śmiechu.
- Dziwisz się? - Usłyszał. Powoli, oniemiały odwrócił wzrok i stronę
'brata'. - Dwanaście lat Cię nie widziałem... Wiedziałem, że będziesz
się wyróżniać, przecież jesteś Uchiha. Jednak nie sądziłem, że
staniesz się takim mężczyzną.
- 'Takim'? - Zapytał, nie rozumiejąc jego słów.
- Patrzyłeś w lustro? - Zapytał z uśmiechem, dotykając jego gładkiego
policzka.
Sasuke drgnął, po czym po pokoju rozległ się donośny 'plask'.
***
Młodszy Uchiha stał nad zdezorientowanym Itachim, patrząc na niego z góry. Długowłosy
siedział przed nim, opierając się z tyłu na lewej ręce, gdy prawa
pulsowała lekkim bólem po uderzeniu.
- Przepraszam... - Zaczął po chwili, jednak nie dane mu było dokończyć.
- Co Ty sobie myślisz? Nawet jeżeli jesteś Itachim, ja mam dwadzieścia lat,
a nie dwanaście! Takie czułe gesty to możesz dobie...
- Wsadzić. Wiem. Wybacz. - Dokończył za niego starszy, wstając. Spojrzał
mu w oczy, z widoczną skruchą. - Nie o to mi chodziło... Moja wina,
przepraszam, na prawdę. - Powiedział.
- Twoja. - Potwierdził młodszy. Ta sytuacja.Wyprowadziło go to z
równowagi, serce waliło mu w piersiach z niewiadomego powodu. Co się tak w
ogóle stało?
Nigdy tak nie reagował. W sumie... To mógł być zwykły braterski gest,
chwilowe zapomnienie. Powrót do przeszłości, tak jak teraz. Jego ciepłe ramiona, bicie serca. Zwyczajny pocałunek w czoło, jak do dziecka...
- Itachi! - Wrzasnął i pchnął go na przeciwległy fotel, patrząc na niego
ze złością.
Długowłosy wstał i nie zważając na jego stan, stanął krok od niego, na
co młodszy się cofnął.
- Nie zbliżaj się do mnie. Jesteś chory... - Zaczął, odchylając się od
wyciągniętej ku niemu dłoni. Co on zamierza? Czemu tak blisko...
Stracił równowagę w chwili, gdy dwa palce stuknęły go w czoło. Poleciał
na fotel, z przeświadczeniem, że odnalazł swojego brata.
***
- I jak? Wierzysz mi?
- Wierzę. W Ciebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)